Amerykańscy bogowie [American Gods - pl]
- Автор: Гейман Нил Ричард
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-89004-10-0
- Переводчик: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Amerykańscy bogowie [American Gods - pl]». Краткое содержание книги:
Książka otrzymała nagrodę Hugo 2002 w kategorii Najlepsza Powieść Roku.
— Proszę — rzekł Cień. — Proszę, przestań!
Lecz badanie trwało dalej. Każde kłamstwo, które tylko wypowiedział, każdy ukradziony przedmiot, każdy ból, jaki sprawił innej osobie, wszystkie maleńkie zbrodnie i drobne morderstwa, składające się na każdy kolejny dzień — to wszystko, i jeszcze więcej, zostało wydobyte z zapomnienia i ujawnione przez sędziego umarłych o głowie szakala.
I wówczas na dłoni ciemnego boga Cień rozpłakał się boleśnie. Znów był małym dzieckiem, bezradnym i bezsilnym.
A potem, bez ostrzeżenia, wszystko się skończyło. Cień dyszał i szlochał. Ciekło mu z nosa. Wciąż czuł się bezradny, lecz ręce postawiły go ostrożnie, niemal czule na ziemi.
— Kto ma jego serce? — warknął Anubis.
— Ja — zamruczał kobiecy głos.
Cień uniósł wzrok. Bast stała obok istoty, która nie była już panem Ibisem. W prawej dłoni trzymała serce Cienia. Rubinowy blask oświetlał jej twarz.
— Oddaj mi je — polecił Thoth, bóg o głowie ibisa. Wziął w swe nieludzkie dłonie serce i ruszył naprzód.
Anubis postawił przed sobą złotą wagę.
— Teraz dowiemy się dokąd trafię? — szepnął Cień do Bast. — Do nieba, piekła, czyśćca?
— Jeśli szale się wyrównają — odparła — będziesz mógł sam dokonać wyboru.
— A jeśli nie?
Wzruszyła ramionami, jakby wolała nie rozmawiać na ten temat.
— Wówczas oddamy twoje serce i duszę Ammetowi, pożeraczowi dusz.
— Może — zaczął — może jednak czeka mnie szczęśliwe zakończenie?
— Nie ma czegoś takiego, jak szczęśliwe zakończenia — powiedziała. — Gorzej, w ogóle nie ma zakończeń.
Na jednej z szal Anubis złożył z szacunkiem pióro.
Serce Cienia umieścił na drugiej. Coś poruszyło się w mroku pod wagą, coś, czemu Cień wolał nie przyglądać się bliżej.
To było ciężkie pióro, lecz Cień miał ciężkie serce. Szalki za-kołysały się niebezpiecznie.
W końcu jednak zrównoważyły się i istota w mroku umknęła, nie zaspokoiwszy głodu.
— A zatem tak to wygląda — Bast westchnęła. — Kolejna czaszka na stosie. Szkoda. Miałam nadzieję, że przydasz się do czegoś w obecnej sytuacji. Zupełnie jakbym wyglądała zdjęcia z wypadku na zwolnionym filmie i nie mogła mu zapobiec.
— Nie będzie cię tam?
Pokręciła głową.
— Nie lubię, gdy inni ludzie wybierają za mnie moje bitwy.
I wtedy w olbrzymim pałacu Śmierci, pomiędzy wodą i mrokiem, zapadła cisza.
— Teraz mogę wybrać, dokąd pójdę? — spytał Cień.
— Wybieraj — rzucił Thoth. — Albo my wybierzemy za ciebie.
— Nie — odparł Cień. — W porządku, sam to zrobię.
— I co?! — ryknął Anubis.
— Teraz chcę odpocząć — oznajmił Cień. — Tego właśnie pragnę: niczego. Nie nieba, piekła. Niczego. Po prostu niech wszystko się skończy.
— Jesteś pewien? — spytał Thoth.
— Tak — odparł Cień.
Pan Jaquel otworzył przed Cieniem ostatnie drzwi. Za nimi była tylko nicość. Nie ciemność czy nawet zapomnienie. Nic.
Cień poczuł dziwną, gwałtowną radość. Bez wahania spokojnie przekroczył próg, wkraczając w nicość.
ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY
Na tym kontynencie wszystko dzieje się w większej skali. Tutejsze rzeki są ogromne, klimat gwałtowny, zimny i gorący, perspektywy niewiarygodne, błyskawice jakich jeszcze nie widziano. Każdy występek sprawia, że chwieją się same podstawy prawa. Tu nasze biedy, pomyłki i klęski także urastają do ogromnych rozmiarów.