Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Tylko ciebie chcę». Краткое содержание книги:

Po dwóch latach spędzonych w Nowym Jorku Step wraca do Rzymu. Wiele się tu zmieniło. Chłopak zaczyna pracę w telewizji, poznaje nowych ludzi, wśród nich żywiołową Gin. Przeszłość nie daje mu spokoju, ale teraźniejszość nie zostawia zbyt wiele czasu na jej rozpamiętywanie. Czy warto dążyć do wskrzeszenia dawnej miłości? Kontynuacja przeboju wydawniczego Trzy metry nad niebem. Pełna realizmu, śmiała powieść o miłości, seksie, dojrzewaniu, przyjaźni, namiętności i marzeniach – do grona znajomych postaci – Stepa, Babi, Palliny – dołączają nowi, równie barwni, zakręceni i nieprzewidywalni bohaterowie
1 ... 108 109 110 111 112 113 114 115 116 ... 125
Перейти на страницу:

– Wiesz, Step, muszę ci coś powiedzieć…

Ja tymczasem ubieram się wylewie, w strugach deszczu, tak bym chciał, żeby miał on moc oczyszczającą; nade mną czarne chmury, które spoglądają na mnie oskarżycielsko, i księżyc, który z obrzydzeniem odwrócił ode mnie swe oblicze. Ona zaś ciągnie dalej:

– Mam tylko nadzieję, że nie będziesz się złościł.

Nie przerywam, ubieram się w milczeniu. Patrzę na nią. Ja? Ja miałbym się złościć? Teraz, kiedy ciebie już nie ma? Jakże ja w ogóle mógłbym się złościć?

Dłońmi zgarnia mokre włosy i odrzuca je sobie do tyłu. Po czym spuszcza głowę, udając przez chwilę małą dziewczynkę. Ale bezskutecznie. To już ponad jej siły.

– No właśnie… chciałam ci powiedzieć, że za kilka miesięcy wychodzę za mąż.

70

Jest środek nocy. Claudio objechał już cały Rzym. Wprost nie może w to uwierzyć, że dał się tak wyruchać. Jak to możliwe, że się nie zorientował, iż komórka nie jest jego, tylko żony. Choć z drugiej strony są przecież identyczne. A niech mnie szlag trafi, że dałem się skusić tej reklamie. To była pułapka. Zaoszczędziłem, a i owszem… za to teraz jakie koszty przyjdzie mi ponieść tytułem odszkodowania? I przez ile lat? Nie radzi sobie z oszacowaniem tego wszystkiego, co go czeka. Lepiej chyba od razu stawić temu czoło, nie ma co zwlekać. Już druga. Chyba i tak wszyscy już się położyli, nie? Parkuje pod domem, przed ogrodzeniem, specjalnie po to, aby nie było słychać, że wrócił. I wbiega na podjazd, starając się nie tupać, w środku nocy, otwiera po cichu drzwi na klatkę, zamyka, ostrożnie, by nie trzaskały. Wreszcie staje pod drzwiami własnego mieszkania, powoli, cicho naciska na klamkę, przytrzymuje, by nie hałasować, i wreszcie zamyka drzwi od środka. Ale klamka na koniec odskakuje i go zdradza.

– Tato, czy to ty? – Daniela wychodzi z salonu. – Cześć! Czekałam na ciebie cały czas, bo jestem taka szczęśliwa! Zrobiłam sobie badania, właśnie dzisiaj miałam odebrać wszystkie wyniki. Dziecko ma się dobrze, a najważniejsze jest to, że nie mam AIDS!

Ale Claudiowi nie dane jest się tym nacieszyć. Z mroku kuchni rzuca się na niego Raffaella, atakuje go od tyłu, niemal wskakuje na niego okrakiem, z wrzaskiem, pazurami drapie go po policzkach, niewiele brakuje, by mu wydrapała także i oczy, wyrywa mu włosy, gryzie go w uszy. Raffaella jest niczym harpia, przedziwne, wrzeszczące ptaszysko, które wczepiło mu się szponami w plecy. Oplotła go mocno nogami w pasie i nie chce puścić. Claudio też zaczyna się drzeć, tylko z bólu, i w szale pędzi przez domowy korytarz, tuż pod nosem wstrząśniętej Danieli, która o niczym nie ma pojęcia i chciała podzielić się swoim szczęściem z rodzicami. Claudio, który przebiegł korytarz do samego końca, teraz robi gwałtowny obrót i zwrócony plecami rzuca się do wielkiej szafy, z impetem wpada do środka i ląduje w niej całym ciężarem razem z wczepioną w niego harpią. Leży przygnieciony pod stertą płaszczy, futer i innych ubrań, które pospadały z drążka. Pośród zapachu naftaliny, pudeł z butami, masy prezentów nagromadzonych podczas rozmaitych, dawno przebrzmiałych świąt, o których nikt już nie pamięta. Claudiowi udaje się uwolnić od Raffaelli, gramoli się z szafy i pędzi do swojego pokoju. W tym momencie wychodzi od siebie Babi.

– Ale co się dzieje? Co jest, złodzieje? – Po chwili dostrzega twarz ojca zalanego krwią. – Co ci się stało? Co oni ci zrobili?

I nagle pojawia się Raffaella.

– Co oni mu zrobili? Raczej, co on nam zrobił! Już od miesięcy nic tylko się pieprzy ze swoją Brazylijką w hotelu, niedaleko dworca! – I mówiąc, to wyłamuje z rozwalonej szafy część jednego ze skrzydeł i próbuje uderzyć nią Claudia, który chroni się przed żoną w pokoju. Wyciąga walizkę. Po czym otwiera szafę, ale własnym oczom nie wierzy: wszystkie koszule, marynarki, spodnie, swetry, garnitury są poszarpane, pocięte, podziurawione. Coś w stylu olbrzymiej, przepastnej szafy wypełnionej confetti wysokiej jakości. Wobec tego Claudio sięga po jedyną rzecz, która mu pozostała. Otwiera drzwi i wychodzi z pokoju. Babi biegnie w jego stronę.

– Tato, dokąd idziesz?

– Odchodzę. Wszyscy po kolei wkurwiliście mnie już tak, że bardziej się nie da. Nie dociera do was w ogóle, kiedy człowiek potrzebuje swobody…

Raffaella rzuca się na niego z tyłu i uderza go w okolice karku kawałkiem drewna ze skrzydła od szafy. Ale Claudio jest szybszy od niej i zasłania się przed ciosem książką Gozzano, Poezjami. A są tacy, którzy utrzymują, że literatura do niczego się nie przydaje. Ucieka jak poparzony, przebiega korytarz i chwyta za klamkę. Ale Babi dopada go tuż przy drzwiach.

– Tato, ale kto mi będzie towarzyszył w drodze do ołtarza?

– Mama. To ona zawsze o wszystkim decydowała. Niech i teraz się wykaże, zawracanie dupy, ot co!

I mówiąc to, od niej także uwalnia się na dobre. Pędzi po schodach, na sam dół. Claudio oddycha z ulgą. Myślałem, że będzie gorzej. Zbiega po stopniach, prowadzących od drzwi klatki wprost na chodnik, a tu, ni stąd, ni zowąd rzuca się na niego kolejna osoba.

– A! – Claudio przybiera pozycję obronną, Ale to tylko Alfredo, eks Babi, kompletnie pijany, z butelką w ręku.

– Panie Gervasi, musi mi pan pomóc, mech pan tylko na mnie spojrzy! Nie może pan dopuścić, by Babi poślubiła tego Lilio, tylko dlatego że zarabia więcej ode mnie i to na dodatek jak? Handlując gaciami! Jak panu nie wstyd? A co z naszą przyjaźnią? Tymi wszystkimi dniami, które wspólnie spędziliśmy przy stole? Co pan z nimi pocznie, co? Co pan z nimi pocznie? Jeszcze pan tego pożałuje! Zrozumiał pan?

Claudio patrzy na niego i uśmiecha się ledwo żywy.

– Nie udało mi się ocalić własnego małżeństwa, więc nawet mnie nie rozśmieszaj, sugerując, że miałbym się troszczyć o cudze.

– Ach, tak? Więc teraz ja panu pokażę! – Alfredo się przybliża. Wymachuje groźnie butelką piwa, obraca nią i jednocześnie zmierza w jego stronę. Claudio nie ma już żadnych wątpliwości. Wymierza mu kopniaka prosto w jaja. Alfredo kuli się cały obolały i osuwa na ziemię. Claudio kopie w butelkę z piwem, tak że ląduje gdzieś poza zasięgiem chłopaka.

– Ze Stepem nie miałem żadnych problemów, jeszcze tego brakowało, żebym się musiał z tobą użerać! Niedoczekanie!

I odchodzi cały rezolutny, spoglądając w gwiazdy i śniąc o nowym życiu, które na niego czeka, i trochę tylko zmartwiony tymi wszystkimi ciuchami, które będzie sobie musiał odkupić.

71

– Tak, halo?

– Ej, co się z tobą stało wczoraj wieczorem? Wydzwaniałam wiele razy, najpierw nie było zasięgu, a potem był sygnał, jakbyś wyłączył.

Gin. Czuję się, jakbym miał zaraz umrzeć. Dlaczego odebrałem komórkę?

– A, tak… poszliśmy z Guidem coś zjeść do takiego jednego lokalu, ale nawet się nie zorientowałem, że nie było tam zasięgu. Siedzieliśmy pod ziemią.

1 ... 108 109 110 111 112 113 114 115 116 ... 125
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)