Dzieci Diuny [Children of Dune - pl]
- Автор: Херберт Фрэнк
- Серия: Diuna #3
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Phantom Press
- ISBN: 83-7075-060-5
- Переводчик: Marek Mastalerz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Dzieci Diuny [Children of Dune - pl]». Краткое содержание книги:
Od pewnego czasu w mieście Arrakin pojawia się starzec zwany Kaznodzieją i wygłasza dziwne przemowy do wciąż tłumnie przybywających na Diunę pielgrzymów. Kim jest? Czy tylko na wpół szalonym mistykiem, czy może kimś więcej?
Kaznodzieja zestarzał się przedwcześnie; nie wskutek braku przyprawy, ale właśnie przez nią”.
— Powiedziano mi, że chciałeś mnie widzieć — rzekł Kaznodzieja w chwili, gdy jego mały przewodnik zatrzymał się.
Leto spojrzał na dziecko, osobę prawie tak wysoką jak on sam, skrępowaną lękiem łagodzonym odrobiną ciekawości. Młodzieńcze oczy pobłyskiwały ciemno znad maski filtrfraka.
Machnął ręką.
— Zostaw nas.
Przez chwilę układ barków dziecka wyrażał bunt, potem wziął górę lęk i wrodzony fremeński szacunek dla prywatności. Chłopiec odszedł.
— Wiesz, że Farad’n jest już na Arrakis? — zapytał Leto.
— Tak. Gurney rozmawiał ze mną zeszłej nocy. „Bardzo chłodno cedzi słowa. Tak jak ja w dawnych czasach” — pomyślał Kaznodzieja.
— Muszę podjąć trudną decyzję — rzekł Leto.
— Myślałem, że rozważyłeś już wszystkie warianty.
— Obaj znamy tę pułapkę, ojcze.
Kaznodzieja kaszlnął. Opanowujące ich obu napięcie mówiło mu, jak byli blisko decydującego przełomu. Leto nie mógł teraz polegać wyłącznie na wizji, musiał nią też sterować.
— Potrzebujesz mojej pomocy? — zapytał Kaznodzieja.
— Tak. Wracam do Arrakin i chcę się tam zjawić jako twój przewodnik.
— Ale po co?
— Wygłosisz jeszcze jakieś kazanie w Arrakin?
— Może. Są jeszcze rzeczy, których im nie powiedziałem.
— Nie wrócisz na pustynię, ojcze.
— Jeżeli pójdę z tobą?
— Tak.
— Zrobię, cokolwiek zadecydujesz.
— Jesteś pewny? Wraz z Farad’nem wróciła lady Jessika, twoja matka.
— Bez wątpienia.
Kaznodzieja ponownie kaszlnął. Zdradzał w ten sposób zdenerwowanie, na które nigdy by sobie nie pozwolił Muad’Dib. Jego ciało długo nie poddawało się reżimowi samodyscypliny, a umysł zbyt często szalał od przyprawy w Dżekaracie. Starzec nie był pewien, czy mądrze będzie wrócić do Arrakin.
— Nie musisz iść ze mną — powiedział Leto. — Zostawiłem w mieście siostrę, po którą teraz wracam.
— Pójdziesz do Arrakin sam?
— Tak. Musze, spotkać się z Farad’nem.
— Udam się z tobą — westchnął Kaznodzieja.
Leto wyczuł coś dziwnego w zachowaniu ojca. Czyżby korzystał z przyszłowidzenia? Nie. Kaznodzieja już nigdy tego nie zrobi. Zna pułapkę kryjącą się w częściowej zgodzie. Każde wypowiedziane słowo świadczyło, że zrzekł się wizji na rzecz syna, wiedząc, że wydarzenia w tym wszechświecie zostały przez niego dokładnie przewidziane.
To tylko stare przeciwieństwa nawiedzały Kaznodzieję. Uciekł z jednego paradoksu, by pogrążyć się w drugi.
— Wyruszamy za kilka minut — rzekł Leto. — Powiesz Gurneyowi?
— Gurney nie idzie z nami?
— Chcę, żeby przeżył.
Kaznodzieja nagle otworzył się na wzrastające napięcie. Unosiło się dookoła niego w powietrzu, tkwiło w ziemi pod stopami, stale ruchome, skupione na tym nie-dziecku, będącym jego synem. W gardle narastał mu skowyt, do którego pchały go stare wizje.
Przeklęta świętość!
Nie mógł uniknąć gorzkiej istoty swych lęków. Wiedział, co zastaną w Arrakin. Jeszcze raz rozegrają partię z przerażającymi i śmiertelnymi siłami, które nigdy nie przyniosą im pokoju.
Dziecko, które odmawia noszenia szaty po swoim ojcu, Jest symbolem najbardziej unikalnej cechy człowieka. „Nie muszę być tym, czym był mój ojciec. Nie muszę słuchać się nakazów mojego ojca, ani nawet wierzyć w to, co on. O mojej sile, jako istoty ludzkiej, stanowi możliwość wyboru tego, w co mam wierzyć, a w co nie; co mam zrobić, a co nie”.