Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
- Автор: Аллингем (Аллингхэм) Марджери (Марджори)
- Язык: польский
- Переводчик: Irena Dolezal-Nowicka
- Жанр: Классические детективы
Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:
– Czy wiesz, że heliotrop jeszcze nie wrócił?
Wydawał się tym bardzo przejęty. Campion z początku nie mógł zrozumieć, o co chodzi, gdy nagle przypomniał sobie, że Klytia White urodziła się w morzu, albo przynajmniej prawie w morzu. Mitologiczna Klytia była córką Oceanusa. Przypomniał też sobie, że któraś z córek boga morza została zamieniona w heliotropa. Nie był całkiem pewien, ale wszystko zdawało się przemawiać za tym, że przezwiskiem rodzinnym albo zdrobnieniem Klytii White był „heliotrop". Brzmiało to wszystko nieco literacko, ale prawdopodobnie.
W duchu gratulował sobie własnej przemyślności, kiedy panna Evadne powiedziała spokojnie:
– Nie, nie wiedziałam o tym. Czy to ma jakieś znaczenie?
– Oczywiście, że ma – w głosie Lawrence'a brzmiała wyraźna irytacja. – Czyżbyś zapomniała o stokrotkach, które nigdy nie rosną?
Campion przeżył moment uniesienia. Raz jeszcze zrozumiał aluzję. Wyłoniła się szybko z zapomnianego zakamarka jego mózgu.
„Jarmark chochlików". Christina Rossetti. Mądrzejsza siostra ostrzega głupią siostrę, żeby nie przebywała do późna w wątpliwym towarzystwie.
Lawrence Palinode mówił zupełnie rozsądnie, chociaż dziwnym żargonem. Campion zrozumiał teraz, jak trudno było Charlie'emu Luke zbierać zeznania w tym tajemniczym, zaszyfrowanym języku, ale poczuł wyraźną ulgę. Jeśli ów „rodzinny język" Palinode'ów składał się z aluzji do klasyków, dobra pamięć i wyczerpujący słownik cytatów mogły mu doskonale się przysłużyć.
Panna Evadne pozbawiła go złudzeń.
– Wszystko bardzo pięknie – powiedziała do brata.- Czyżbyś odgrywał teraz rolę kuzyna Cawnthrope'a?
Campionowi serce zamarło. W tej uwadze rozpoznał jedyny nie do złamania szyfr – rodzinne aluzje.
Efekt jej słów był nieoczekiwany. Lawrence robił wrażenie zdziwionego.
– Nie, jeszcze nie, ale będę grać – powiedział i wyszedł z pokoju zostawiając za sobą szeroko otwarte drzwi.
Panna Evadne podała Campionowi filiżankę, zapewne po to, by zaoszczędzić sobie wysiłku pochylenia się i odstawienia jej osobiście. Od chwili gdy wszedł do pokoju, nie zmieniła swej pozycji. Przemknęło mu przez myśl, że może coś chowa za plecami. Nie przyszło jej do głowy ani podziękować mu w jakiś sposób, ani poprosić, by usiadł.
– Mój brat posiada wielki zasób wiadomości – zauważyła, a jej jasny głos wprost pieścił te słowa. – A przy tym jest niezwykle pomysłowy. To on w wolnych chwilach układa wszystkie krzyżówki dla „Tygodnika Literackiego", chociaż jego prawdziwa praca, która zostanie ukończona za rok lub dwa, dotyczy dziejów, króla Artura.
Brwi Campiona uniosły się do góry. A więc w tym rzecz. Oczywiście, Lawrence Palinode mówił hasłami z krzyżówek, dorzucając od czasu do czasu rodzinną aluzję. Ciekaw był, czy wszyscy Palinode'owie tak robili.
– Lawrence – ciągnęła panna Evadne – miał zawsze najrozleglejsze zainteresowania.
– Do których z pewnością zaliczyć można ogrodnictwo – powiedział znacząco Campion.
– Ogrodnictwo? Ach tak. – Roześmiała się cicho, gdy zrozumiała, że to aluzja do heliotropu i stokrotki. -
Włącznie z ogrodnictwem, ale obawiam się, że tylko na papierze. '
Campion zdobył informację. Ta tajemniczość była zamierzona. Tymczasem z korytarza dobiegły go jakieś niezbyt przyjazne pomruki. Drzwi teraz zamknęły się hałaśliwie i Lawrence ponownie ukazał się w pokoju. Robił wrażenie speszonego.
– Miałaś rację – przyznał. – Powinienem był grać rolę Cawnthrope'a. Przy okazji zdobyłem to dla ciebie. Zawsze powtarzałem, że zagraniczna pszenica jest marnej jakości.
To mówiąc położył książkę na kolanach siostry nie patrząc jej w oczy. Objęła ją mocno swymi dużymi miękkimi | dłońmi, była jednak wyraźnie zaniepokojona.
– Czy ma to teraz jakieś znaczenie? – zrobiła mu wymówkę i dodała uśmiechając się nieznacznie, jak gdyby to miał być nieco gorzki dowcip. – Ostatecznie snopy zostały już zebrane.
Zagraniczna pszenica, obce ziarno… Ruth? – zaczął zastanawiać się Campion. Tak, mowa o pannie Ruth Palinode albo przynajmniej o szczątkach tej biednej kobiety, które znajdowały się właśnie w laboratorium sir Dobermana. Zaczął się znowu przysłuchiwać w momencie, gdy Lawrence głęboko wciągnął powietrze.
– W każdym razie muszę to sprawdzić. Pozwolisz mi? – powiedział ostro do siostry.
Kiedy się odwrócił, jego oczy zza grubych szkieł spoczęły na Campionie, stojącym o kilka stóp od niego, i nagle, jak gdyby przepraszając go za tak długie ignorowanie, obdarzył go najmilszym i najbardziej zawstydzonym uśmiechem. Potem wyszedł, zamykając za sobą bezszelestnie drzwi.
Campion ustawił naczynia na tacy, a kiedy pochylił się, żeby ją podnieść, zauważył tytuł książki leżącej na kolanach panny Palinode^ najeżonej papierowymi zakładkami.
Był to „Przewodnik po torach wyścigów konnych" Ruffa.
6. Nocna opowieść
Campion, wyrwany nagle ze snu, usiadł podpierając się łokciem,
– Z boku, mój kochany, jest przełącznik – usłyszał cichy głos panny Roper. – Przekręć go. Mam list dla ciebie.
Zapalił światło, zauważył, że zegarek na nocnym stoliku wskazuje za piętnaście trzecią, a kiedy podniósł głowę ujrzał na środku pokoju przekomiczną postać. Na jasnoróżową wełnianą piżamę miała narzucony krótki płaszcz, a na głowie czepek z wstążek. Panna Roper tuliła do piersi syfon z wodą sodową, butelkę szkockiej whisky, opróżnioną do połowy, i dwie duże szklanki. Między palcami trzymała delikatnie błękitną kopertę.
List był napisany na urzędowym policyjnym papierze, dużymi literami, jak gdyby go pisał bardzo śpieszący się uczeń.
Szanowny Panie!
Dotyczy zmarłej R u t h Palinode. Raport sir Dobermana gotów był dziś o 0.30. Wewnętrzne organa zawierają dwie trzecie grama hioscyjarniny w dostarczonym materiale, co świadczy o przyjęciu znacznie większej dozy, podane} zapewne w postaci hydrobromidu hioscyjaminy, na co nie ma dowodu, jeśli przyjęty zestal podskórnie czy doustnie. Dawka stosowana w medycynie – jedna setna do jednej pięćdziesiątej grama.
Dotyczy zmarłego Edwarda Bon C h r e t i n Palinode. Planowana natychmiastowa ekshumacja. Cmentarz Belvedere, Wilswich N., godz. 4 rano. Prosimy o przybycie, ale nikt się nie obrazi, jeśli Pan nie przyjdzie,
C. Luke, Insp. Dziel. Kom. Pol.
Campion przeczytał to dwukrotnie i złożył list. Miły chłopak z tego Charlie'ego Luke'a. „Planowana natych- miastowa ekshumacja…" Tak,, niech przeprowadzi tę ekshumację i niech im gładko pójdzie.
W tym momencie panna Roper podała mu szklaneczkę do połowy napełnioną płynnym bursztynem.