Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Spotkanie z Ramą [Rendezvous with Rama]
Spotkanie z Ramą [Rendezvous with Rama] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Spotkanie z Ramą [Rendezvous with Rama]

Электронная книга - «Spotkanie z Ramą [Rendezvous with Rama]». Краткое содержание книги:

Ludzkość 2130 roku opanowała już cały Układ Słoneczny i szykuje się do lotów ku bardziej odległym gwiazdom nie mając nadziei na odnalezienie “braci w rozumie”. Nieoczekiwanie w obszar obserwacji ziemskich astronomów trafia zadziwiający obiekt o idealnie równym kształcie walca.
“Rama”, bo tak nazwano planetoid, okazuje się dziełem istot rozumnych. Straż Kosmiczna wysyła natychmiast ekspedycję z misją zbadania gwiezdnego przybysza. Dowódcę, komandora Nortona i innych uczestników wyprawy czekają niezwykłe przeżycia i doświadczenia…

Powieść otrzymała nagrodę Nebula w 1973, nagrody Hugo, Campbell, Locus i Jupiter w 1974.
1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 55
Перейти на страницу:

Rozluźnił palce na szczeblu i poddał się wciąż jeszcze słabemu pozornemu przyciąganiu Ramy. Opadnięcie z jednego szczebla na drugi trwało ponad dwie sekundy; na Ziemi w ciągu dwóch sekund człowiek spadając przeleciałby trzydzieści metrów.

Tempo tego opadania było tak żałośnie powolne, że spróbował trochę je przyspieszyć: popychając się oburącz, zjeżdżał po dwanaście szczebli naraz i hamował nogami, ilekroć czuł, że opada zbyt szybko.

Na siedemsetnym szczeblu znów się zatrzymał, przy czym światło reflektora hełmowego skierował w dół; tak jak sobie wyliczył, schody zaczynały się już o pięćdziesiąt metrów poniżej.

W parę minut później wszyscy trzej zeszli z drabiny. Dziwne przeżycie: po miesiącach w przestrzeni kosmicznej stanąć prosto na twardej powierzchni i poczuć jej opór pod stopami. Ważyli nadal nie więcej niż po dziesięć kilogramów, ale to wystarczało, żeby mieli poczucie stabilności. Zamykając oczy Mercer mógł uwierzyć, że znów jest w konkretnym świecie.

Parapet, a raczej podest, z którego dalej w dół prowadziły schody, mierzył około dziesięciu metrów średnicy i okręcał się z jednej i z drugiej strony w mrokach. Mercer wiedział, że tworzą pełny krąg i że gdyby przeszedł pięć kilometrów, wróciłby prosto do swego punktu wyjściowego po obejściu całego obwodu Ramy.

Jednakże przy tak znikomym przyciąganiu, jakie było tutaj, nie mogliby normalnie iść pieszo: mogli tylko dawać olbrzymie susy, a w tym właśnie kryło się niebezpieczeństwo.

Schodzenie ze stopni, wiodących daleko w ciemność, poniżej zasięgu świateł, wydawało się łatwe. Ale należało bezwzględnie trzymać się którejś z wysokich poręczy schodów: krok zbyt śmiały, i natychmiast nieostrożny wędrowiec wyleciałby łukiem w przestrzeń i opadł może sto metrów niżej; uderzenie, jakkolwiek samo nieszkodliwe, mogłoby pociągnąć fatalne skutki, ponieważ schody w ruchu obrotowym Ramy już przesunęłyby się bardziej w lewo. A więc spadające ciało trafiłoby tylko w gładką zaokrągloną ścianę nad płaszczyzną znajdującą się o siedem kilometrów poniżej.

Byłby to piekielny zjazd — powiedział sobie Mercer. Końcowa prędkość wynosiłaby kilkaset kilometrów na godzinę. Może jednak dałoby się wprowadzić dostateczne tarcie, żeby zwolnić tempo karkołomnego zjeżdżania. Jeśliby się dało, mógłby to nawet być dogodny sposób na przebycie drogi do wewnętrznej powierzchni Ramy. — Ale wiedział, że przedtem trzeba tę możliwość zbadać.

— Kapitanie — zameldował — zeszliśmy z drabiny bez trudności. Czy pozwolisz nam ruszyć do następnego podestu? Chcę obliczyć przeciętny czas schodzenia z tych stopni. Norton odpowiedział bez namysłu:

— Ruszajcie. — Nie potrzebował dodawać: ale ostrożnie.

Niewiele czasu zabrało Mercerowi dokonanie zasadniczego odkrycia. Niemożliwością było, przynajmniej na tym poziomie, gdzie przyciąganie równało się jednej dwudziestej przyciągania ziemskiego, schodzić w sposób normalny. Każdy krok pomimo wysiłków rozwlekał się jak w zwolnionym filmie, jak we śnie, doprawdy zbyt uciążliwie; pozostawało tylko ignorować stopnie schodów i opuszczać się przekładając ręce na poręczy. Calvert doszedł do tego samego wniosku.

— Te schody zbudowano, żeby po nich wchodzić, a nie schodzić! — wykrzyknął. — Stopnie służą, kiedy się poruszamy przeciwko sile ciążenia, ale teraz są dla nas mordęgą. Może to nam nie przystoi, moim zdaniem jednak najlepiej zjeżdżać po poręczy.

— Śmieszne — zaprotestował sierżant Myron. — Trudno mi uwierzyć, że Ramianie tak zjeżdżali.

— Wątpię, czy oni kiedykolwiek korzystali z tych schodów… Według mnie to jest wyjście w razie awarii. Musieli mieć jakiś system mechaniczny, żeby dostawać się na górę. Powiedzmy, jakąś kolejkę linową. Bo i po cóż innego by były wyżłobienia biegnące od Piasty?

— Ja przyjąłem, że to był system odpływowy… Ale chyba mógłby być jednym i drugim. Ciekaw jestem, czy padały tu deszcze.

— Prawdopodobnie — powiedział Mercer. — No, myślę, że Joe ma rację i do diabła z tym, co nam przystoi. Jazda.

Poręcz — przypuszczalnie zaprojektowana z myślą o czymś w rodzaju rąk — była gładką, płaską metalową sztabą opartą na szeroko rozstawionych słupkach wysokości jednego metra. Komandor Mercer usiadł na niej okrakiem, starannie wypróbował możliwość hamowania rękami i zaczął zjeżdżać.

Bardzo spokojnie, powoli nabierając szybkości, sunął w ciemność, rozrywając ją kręgiem światła z lampy na hełmie. Przebył tak około pięćdziesięciu metrów i zawołał do towarzyszy, żeby poszli za jego przykładem.

Żaden nie przyznałby się do tego, ale wszyscy trzej czuli się znów jak smarkacze, zachwyceni tym zjeżdżaniem. W niespełna dwie minuty przebyli kilometr drogi bezpiecznie i wygodnie. Od czasu do czasu hamowali rozpęd, zaciskając mocniej ręce na poręczy.

— Mam nadzieję, że dobrze się — bawicie! — zawołał przez radio komandor Norton, gdy zeszli na drugi podest. — Wdrapywać się z powrotem nie będzie już tak łatwo.

— To właśnie chcę sprawdzić — odpowiedział Mercer, który dla eksperymentu posuwał się to do przodu, to do tyłu. Czuł teraz silniejsze przyciąganie. — Tutaj mamy już jedną dziesiątą grawitacji ziemskiej… Zauważyliście różnicę?

Doszedł — czy też, mówiąc ściślej, dosunął się — do krawędzi podestu i skierował reflektor hełmu na następną kondygnację schodów. W zasięgu światła ta kondygnacja wyglądała nie inaczej niż poprzednia — ale po dokładnym obejrzeniu fotografii wiedział, że wysokość stopni zmniejsza się, w miarę jak wzrasta przyciąganie. Te schody najwidoczniej zaprojektowano tak, żeby wysiłek wchodzenia był raczej jednakowy na każdym odcinku ich zaokrąglonej długości.

Odwracając się Mercer spojrzał w stronę Piasty, oddalonej o dwa kilometry, teraz w górze. Nieduża łuna światła i maleńkie sylwetki na jej tle wydawały się strasznie daleko. Po raz pierwszy był rad, że nie może zobaczyć tych ogromnych schodów w całej ich długości. Chociaż nerwy miał ze stali i zbywało mu na wyobraźni, nie wiadomo, jak by zareagował, gdyby raptem zobaczył sam siebie pełznącego jak owad po powierzchni pionowo ustawionego spodka o wysokości ponad szesnastu kilometrów, którego górna połowa wznosi się nad nim jak urwisko. Do tej chwili ciemność go irytowała, teraz nieomal się z niej cieszył.

— Temperatura bez zmiany — zameldował komandorowi Nortonowi. — Nadal trochę poniżej zera. Ale ciśnienie wzrasta, tak jak się spodziewaliśmy… Około trzystu milibarów. Nawet przy tej niskiej zawartości tlenu prawie można oddychać; niżej nie będzie żadnych problemów. Jakież to ułatwienie badań. Co za odkrycie… Pierwszy nieznany świat, po którym możemy chodzić bez aparatów do oddychania. W istocie, zaraz dobrze pociągnę nosem.

Wysoko na Piaście komandor Norton poruszył się trochę niespokojnie. No, ale Mercer wie, co robi. Dosyć przeprowadził prób, żeby sprawić sobie tę satysfakcję.

Mercer wyrównał ciśnienie, odpiął zatrzask na hełmie i odetchnął przez szczelinę, najpierw ostrożnie, potem głębiej.

Powietrze Ramy było nieruchome i zatęchłe jak w grobowcu tak pradawnym, że wszelkie ślady rozkładu zniknęły przed wiekami. Nawet on sam swym świetnym powonieniem, wyrobionym wskutek wieloletniego próbowania różnych systemów ochrony życia, i to nieraz w chwilach krytycznych, nie poczuł żadnych dających się rozpoznać zapachów. Tyle że wykrył jakiś słaby metaliczny zapach i nagle coś sobie przypomniał: pierwsi ludzie na Księżycu meldowali o lekkim zapachu spalonego prochu, gdy ponownie uszczelnili swoją kapsułę księżycową. Może w ich zanieczyszczonej pyłem księżycowym kabinie na Eagle zalatywało czymś podobnym do zapachu Ramy.

1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 55
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)