Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Czarownica». Краткое содержание книги:

Po Kodzie Leonarda Da Vinci, Zmierzchu, Harrym Potterze, Cieniu Wiatru władzę nad duszami czytelników przejmuje Księga Wszystkich Dusz, która połączyła to co najlepsze, w największych bestsellerach ostatnich lat:
– Suspens, przygodę i poszukiwanie wielkiego sekretu historii Kodu Leonarda da Vinci.
– Miłość wielką i nieziemską Zmierzchu.
– Magię Harry'ego Pottera.
– Tajemnicę, nastrój i piękno opowieści Cienia wiatru.
To wzruszający thriller, powieść przygodowa i romans, który ma w sobie to co najlepsze w Zmierzchu i Cieniu wiatru.
The Bookseller
Łączy w sobie liczne gatunki literatury. Tak jak świat w niej przedstawiony łączy istoty ludzkie i nadludzkie. Sama jest potężna jak zaginiona zaklęta księga, wokół której toczy się akcja. Bohaterowie, którym nie sposób się oprzeć. Każda kobieta marzy, by być taka jak ONA i mieć takiego mężczyznę jak ON. I żyć w świecie, który jest jak wyobraźnia: bez granic. Tam gdzie historia przenika się z magią, a miłość jest potężniejsza niż czas.
Piękna i młoda doktor historii Diana Bishop studiuje alchemiczne księgi w oksfordzkiej Bibliotece Bodlejańskiej. Jeden manuskrypt promieniuje dziwnym lśnieniem. Brakuje mu kilku stron. A spod pisma wyłania się niemożliwy do odczytania inny tekst. Diana wie, że by go odczytać, musiałaby użyć swoich magicznych mocy. Pochodzi bowiem z potężnej rodziny o wielowiekowych czarnoksięskich tradycjach. Z rodziny pierwszej czarownicy straconej w Salem. Ale Diana boi się swojej magii. Broni się przed nią.
Wraca jednak do księgi. Ale okazuje się, że manuskryptu nie ma w bibliotece, bo zaginął przeszło sto lat wcześniej… Tymczasem Oksfordem wstrząsają tajemnicze morderstwa. A Bibliotekę Bodlejańską zaludniają niebezpieczne czarownice, czarnoksiężnicy, demony i wampiry. Wszyscy poszukują księgi… Wśród tych istot, których nie sposób odróżnić od ludzi, jest urzekający Matthew Clairmont – tajemniczy światowej sławy profesor biochemii i neurologii. Diana wie, że nie wolno jej złamać zakazu wchodzenia w uczuciowe związki z przedstawicielami innych ras. Wie, że tę miłość może przypłacić życiem. Tak rozpoczyna się przebogata opowieść o zakazanej potężnej miłości, wśród walki o tajemnicę, która być może zmieni świat…
1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 97
Перейти на страницу:

W drodze do drzwi zatrzymałam się i rozejrzałam po mieszkaniu. Coś mnie nurtowało, tak jakbym o czymś zapomniała. Coś ważnego, niedającego spokoju. Poczułam niepokój, który sięgnął żołądka, ścisnął go i ustąpił. Sprawdziłam notatnik i stertę listów na stole, aż w końcu przypisałam to uczucie temu, że nic nie jadłam i jestem głodna.

Ruszyłam w dół po schodach. Kiedy mijałam studencką kuchnię, uprzejme panie zaofiarowały mi grzankę. Pamiętały mnie z czasów, gdy byłam jeszcze przed dyplomem, i nadal, gdy tylko wyglądałam na zestresowaną, próbowały wmusić we mnie krem z jaj i mleka czy szarlotkę.

Obracając w ustach grzankę i ślizgając się po kocich łbach New College Lane, doszłam do wniosku, że to, co wydarzyło się wczoraj wieczorem, było snem. Włosy kołysały mi się na kołnierzu, w rześkim powietrzu unosił się obłoczek mojego oddechu. Oksford jest kwintesencją normalności rankiem, kiedy dostawcze ciężarówki podjeżdżają pod kuchnie college'ów, zewsząd dochodzą zapachy przypalonej kawy, chodniki są wilgotne, a przez mgłę przeciskają się ukośnie jaskrawe promyki słońca. To nie jest miejsce, które mogłoby dać schronienie wampirom.

Gdy dotarłam do biblioteki, portier w niebieskiej marynarce długo oglądał moją legitymację, tak jakby nie widział mnie nigdy przedtem i podejrzewał, że mogę być mistrzynią w wykradaniu książek. W końcu wpuścił mnie do środka. Włożyłam torbę do jednej z przegródek przy drzwiach, wyjąwszy z niej przedtem portfel, laptop i notes, a potem ruszyłam krętymi drewnianymi schodami na drugie piętro.

Zapach biblioteki zawsze podnosił mnie na duchu. Była to szczególna kombinacja woni wydzielanych przez stare kamienne mury, kurz, korniki i papier wytwarzany jak należy – ze szmat. Przez okna na podestach klatki schodowej wpadało słońce, podświetlając drobiny pyłu unoszące się w powietrzu i rzucając smugi światła na wiekowe ściany. W jego promieniach widać było poskręcane ogłoszenia o wykładach w poprzednim semestrze. Niebawem miały się pojawić nowe, gdy za kilka dni otworzą się śluzy i korytarze zaleje fala studentów, żeby naruszyć spokój miasta.

Mrucząc do siebie pod nosem, kiwnęłam głową w stronę popiersi Thomasa Bodleya i króla Karola I, stojących po obu stronach sklepionego wejścia do czytelni księcia Humfreya, i przecisnęłam się przez bramkę do kontuaru.

– Będziemy musieli posadzić go dzisiaj w Selden End – mówił właśnie kierownik z odcieniem lekkiego rozdrażnienia w głosie.

Czytelnia była otwarta dopiero od kilku minut, ale pan Johnson i jego ludzie byli w stanie pełnego podniecenia. Widywałam ten rodzaj zachowania już wcześniej, ale tylko wtedy, gdy oczekiwano wizyty najsłynniejszych uczonych.

– Złożył już zamówienie i czeka tam przy stole. – Nieznajoma, wczorajsza dyżurna rzuciła mi groźne spojrzenie i wskazała brodą stertę ksiąg, którą miała w rękach. – Te też są dla niego. Kazał przenieść je z nowej czytelni.

W nowej czytelni Biblioteki Bodlejańskiej przechowywano książki odnoszące się do Azji Wschodniej. Nie była to moja dziedzina, toteż prędko przestałam się im przyglądać.

– Zanieś mu je i powiedz, że manuskrypty dostarczymy za godzinę. – Wracając do swego biura, kierownik miał zakłopotaną minę.

Gdy zbliżyłam się do kontuaru, Sean przewrócił oczami.

– Witaj, Diano. Życzysz sobie manuskrypty, które odłożyłaś?

– Dzięki – szepnęłam, myśląc z przyjemnością o czekającym na mnie stosie ksiąg. – Gorący dzień, co?

– Najwyraźniej – rzucił krótko, a potem zniknął w zamkniętej wnęce, w której przechowywano manuskrypty przez noc. Po chwili wrócił ze stosem moich skarbów. – Proszę. Numer miejsca?

– A cztery. – Moje stałe miejsce w najdalszym, południowo-wschodnim zakątku Selden End, gdzie było najlepsze dzienne oświetlenie.

W moim kierunku szedł spiesznie pan Johnson.

– Ach, doktor Bishop, posadziliśmy na A trzy profesora Clairmonta. Może woli pani usiąść przy A jeden albo A sześć? – Przestąpił nerwowo z nogi na nogę i poprawił okulary, spoglądając na mnie przez grube szkła.

– Profesora Clairmonta? – Wytrzeszczyłam na niego szeroko otwarte oczy.

– Tak. Pracuje nad pismami Needhama i prosił o dobre światło i miejsce, żeby je rozłożyć.

– Josepha Needhama, historyka, który badał naukę chińską? – Poczułam, że krew zaczyna mi wrzeć gdzieś w okolicach splotu słonecznego.

– Tak. Oczywiście, on był także biochemikiem, stąd zainteresowanie profesora Clairmonta – wyjaśnił pan Johnson, przybierając na chwilę jeszcze bardziej podnieconą minę. – Zechce pani usiąść przy A jeden?

– Wezmę A sześć. – Myśl, że będę siedzieć obok wampira, choćby nawet oddzielona od niego pustym miejscem, głęboko mnie niepokoiła. Ale nie do pomyślenia było zajęcie miejsca naprzeciwko niego, przy A cztery. Czy potrafiłabym się skupić, zastanawiając się, co oglądają te jego dziwne oczy? Gdyby stoły w skrzydle średniowiecznym były wygodniejsze, usiadłabym pod jedną z chimer, które strzegły wąskich okien i wywoływały przesadną dezaprobatę Gillian Chamberlain.

– Och, to wspaniale. Dziękuję pani za okazanie zrozumienia. – Pan Johnson westchnął z ulgą.

Wchodząc do jasno oświetlonego Selden End, zmrużyłam oczy. Clairmont wyglądał nieskazitelnie, wydawał się wypoczęty, a jego blada cera kontrastowała z ciemnymi włosami. Tym razem miał na sobie rozpięty pod szyją szary sweter w zielone cętki, którego kołnierz odstawał lekko z tyłu. Rzuciwszy okiem pod stół, odkryłam ciemnoszare spodnie, dopasowane do nich skarpetki i czarne buty, które z pewnością kosztowały więcej niż cała garderoba przeciętnego akademika.

Powróciło uczucie niepokoju. Co Clairmont robi w tej czytelni? Dlaczego nie przebywa w swoim laboratorium?

Nie starając się tłumić kroków, ruszyłam w kierunku wampira. Clairmont siedział ukosem do mnie przy drugim końcu rzędu stołów. Najwyraźniej był nieświadomy, że się zbliżam, czytał. Złożyłam plastikowy futerał z laptopem i manuskrypty na miejscu oznaczonym jako A pięć, wyznaczając zewnętrzne granice mojego terytorium.

Podniósł wzrok, unosząc brwi, najwyraźniej zaskoczony.

– O, doktor Bishop. Dzień dobry.

– Dzień dobry, profesorze. – Przyszło mi na myśl, że miał słuch wyostrzony niczym nietoperz i podsłuchał wszystko, co mówiono na jego temat przy wejściu do czytelni. Nie spojrzałam mu w oczy. Zaczęłam wykładać rzeczy, budując z pomocy biurowych małą fortyfikację między mną a wampirem. Clairmont przyglądał się, aż dojadę do końca mojego wyposażenia, a potem opuścił powieki, skupił się na nowo i wrócił do czytania.

Sięgnęłam po kabel komputera i znikłam pod stołem, żeby włożyć wtyczkę do gniazdka. Gdy się wyprostowałam, nadal czytał, ale zmuszał się też, żeby się nie uśmiechnąć.

– Z pewnością byłoby ci wygodniej w północnym końcu – mruknęłam pod nosem, szukając w papierach wykazu manuskryptów.

Clairmont podniósł wzrok, jego poszerzone źrenice przyciemniły nagle oczy.

– Nie przeszkadzam pani, doktor Bishop?

– Nie, skądże znowu – odpowiedziałam prędko, czując, że nagły ostry zapach goździków, który towarzyszył jego słowom, ściska mnie za gardło. – Ale jestem zdziwiona, że południowe oświetlenie wydaje się panu wygodne.

1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)