Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:

Każde miasto ma swoje sekretne miejsca. Wieki pełne mrocznych historii sprawiły, że stolica Rosji ma takich miejsc wyjątkowo dużo. Współczesność przenika się tu z przeszłością w sposób subtelny i magiczny. Mieszkańcy Moskwy szukając schronienia przed problemami współczesnego życia mogą czasem trafić do niezwykłych miejsc. Wystarczy jeden nieostrożny krok, żeby znaleźć się w mrocznym, baśniowym świecie pełnym magii, płaczących drzew, gadających ptaków, wygnanych wieki temu pogańskich bóstw i baśniowych stworzeń. Tu można usłyszeć najdziwniejsze z opowieści. Trzeba tylko cierpliwie nadstawiać uszu. Ekaterina Sedia napisała książkę niezwykłą o zderzeniu dwóch światów. Kapitalistycznej i nowoczesnej Moskwy z magicznym światem starorosyjskich baśni. Tuż pod powierzchnią szarej rzeczywistości kryje się inny świat. Mroczny, niebezpieczny, ale i zarazem piękny. Tu wszystko jest możliwe. Niepokojący klimat powieści porównywany jest przez krytyków z dziełami Bułhakowa. Ta książka to jedna z najważniejszych pozycji współczesnej literatury rosyjskiej. Główną bohaterką powieści jest Galina, młoda kobieta mająca na głowie zwyczajne problemy codziennego życia. Zostaje zaplątana w wir tajemniczych wydarzeń i razem z milicjantem prowadzącym śledztwo w sprawie tajemniczych zaginięć musi na nowo poznać otaczający ją świat. Wspólne poszukiwania prowadzą ich do podziemnego królestwa, do krainy zawieszonej między rzeczywistością i fantazją. Do świata, gdzie honor ma znaczenie, a dobro i zło są tym, czym były u zarania dziejów. Ekaterina Sedia urodziła się i wychowała w Moskwie. Po studiach przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Obecnie mieszka w New Jersey razem z mężem i dwoma kotami. Wykłada botanikę i ekologię. W chwilach wolnych uprawia ogródek i pisze książki. Jej najnowszy bestseller to Tajemna Historia Moskwy.
1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 59
Перейти на страницу:

– Gdzie jest odbicie? – Zapytał Jakow. – Myślałem, że potrzebujemy odbicia.

– Pociąg nadjeżdża. – Fiodor zgasił papierosa na jednej z kolumn. W zimnym fluorescencyjnym świetle jego twarz z ostrymi cieniami pod szczęką, ze szczeciniastym zarostem, brwiami ściągniętymi nad czerwonymi oczyma, wydawała się jeszcze bardziej kanciasta i dzika. Zrobił parę kroków, zatrzymał się pośrodku jednego z łuków łączących stację z peronem i przywołał ich ruchem ręki. Gdy w milczeniu stanęli z obu stron, naprężył ramiona. Nic dziwnego, pomyślała Galina, ona też nie lubiła takiego osaczenia przez udawaną życzliwość.

Pociąg wjechał na stację, jego smukła sylwetka zatrzymała się z sykiem. Drzwi się otworzyły, wypuszczając i wpuszczając pasażerów.

– Wsiadamy? – Zapytała.

Fiodor pokręcił głową.

– Patrzcie na szkło.

Drzwi zasunęły się z westchnieniem i pociąg ruszył. W oknach i drzwiach, które przesuwały się coraz szybciej, Galina zobaczyła odbicia łuków i swoją twarz o wielkich oczach, zniekształconą przez smugi światła i cienia, przez wklęsłe szkło. Patrzyła w łuk – gdy pociąg przyśpieszał, odbicie rozmyło się i zestaliło, niemal płynnie prześlizgując z jednej szyby na drugą. Patrzyła, jak twarze ludzi wewnątrz zacierają się i znikają, wchłonięte przez narastającą ciemność pomiędzy białymi filarami z marmuru.

– Nic się nie dzieje – usłyszała i poczuła silne szarpnięcie za ramię.

Młócąc rękoma powietrze, straciła równowagę i poleciała do przodu, kuląc się przed zderzeniem z pędzącym pociągiem albo upadkiem na trzecią szynę, ale nie odrywając oczu od chybotliwego białego łuku. Chłodne powietrze uderzyło ją w twarz i w końcu wylądowała na rękach i kolanach, czując pod palcami coś ciepłego i wilgotnego.

– Nic ci się nie stało? – Zapytał Jakow. Kucał obok niej, białka jego oczu połyskiwały w półmroku.

– Nie. – Wilgoć sączyła się przez tkaninę dżinsów. Wstała, czując słabość w kolanach i mdłości w żołądku.

Fiodor chwycił ją za łokieć, pomógł utrzymać równowagę.

– Pocałowałaś glebę.

Mężczyźni skakali koło niej, jakby chcieli opóźnić chwilę, gdy będą musieli spojrzeć dokoła, a wtedy zobaczą biały łuk nad głowami, a przed sobą niewyraźną drogę. Przez chwilę fantazjowała, że wpadli do nieczynnego tunelu, do tajemnej hali stacji metra, i parsknęła śmiechem.

– Naprawdę tu jesteśmy – powiedziała swoim towarzyszom, którzy popatrzyli na nią ze zmartwieniem. – To naprawdę istnieje.

– Gdybyśmy tylko wiedzieli, gdzie jest to „tu" – mruknął Jakow.

– Pod ziemią – odparł Fiodor. – Czy to nie oczywiste?

Droga, na której stali, biegła w dal, wąska, gruntowa, głęboko poorana bliźniaczymi koleinami. Obrzeżały ją namioty, drewniane chałupy, porzucone szopy na siano, tu stłoczone, ówdzie samotne, wtulone w kępy czarnych krzaków z poskręcanymi długimi gałęziami.

– Wygląda jak moja rodzinna wioska – powiedział Fiodor.

Jakow się zaśmiał.

– Bez obrazy, ale gratuluję, że się stamtąd wyrwałeś.

Wzrok Fiodora błądził po drodze, gdy leniwy uśmiech rozciągnął mu wargi, czarne w mrocznym podziemiu.

– Dzięki. I wzajemnie, limitczik. Co, myślałeś, że nikt nie zauważył?

Twarz Jakowa pociemniała, a jego pięści zrobiły się wielkie i ciężkie.

– Nie mów tak do mnie, kurwa, bo cię aresztuję.

– Aha, glina. – Fiodor parsknął. – Co, myślisz, że jak będziesz szczekał głośniej od innych i chronił ich dupy, to będą traktować cię jak człowieka, a nie jak psa? Marz sobie dalej, durny kundlu.

Galina ściągnęła brwi.

– O czym wy mówicie? O kim?

Mężczyźni gwałtownie odwrócili się w jej stronę.

– O was – odparli jednocześnie.

– Macie coś przeciwko moskwianom? – Spytała zaskoczona. I zaśmiała się, zanim zdążyli odpowiedzieć. – I dlaczego rozmawiacie o tym teraz?

– Pora dobra jak każda inna – odparł Jakow. – Ale nie jesteśmy w Moskwie, więc na razie możemy to zostawić.

Fiodor pokręcił głową.

– Jesteś pewien, że nie jesteśmy pod jakimś lochem KGB? Ta droga pewnie wiedzie do Łubianki albo jakiegoś tajnego więzienia.

– Myślałam, że obwiniasz Cyganów – powiedziała Galina. Fiodor zapalił następnego papierosa.

– Winię wszystkich.

Galina zapobiegła kolejnej sprzeczce, ruszając drogą.

– Zastanawiam się, czy prowadzi do rzeki. Takiej jak Styks.

Jakow zrównał się z nią, umyślnie zostawiając Fiodora, żeby zamykał tyły.

– Spodziewałbym się prędzej czegoś w rodzaju chatki na kurzej nóżce – powiedział. – Wiesz, jak w bajkach dla dzieci.

– Nie wiem. Wszystkie moje książki w dzieciństwie były tłumaczeniami. Angielskie historie, o Jacku, który pokonał olbrzyma, i inne, których nie pamiętam.

– Ha – mruknął. – To dziwne. Ja też miałem mnóstwo angielskich książek w dzieciństwie, po dziadku. Mama je wyrzuciła, gdy wyjeżdżaliśmy z Sierpuchowa.

Szopy i namioty ustąpiły drzewom, swoistemu parkowi. Drzewa były wysokie i nagie, ich szkieletowe gałęzie fosforyzowały, emanując blade światło. Z obu stron napierały na drogę, ich gałęzie spotykały się nad nią, tworząc koronkowy baldachim na czarnym tle nieistniejącego nieba.

– Zdecydowanie terytorium Baby Jagi – stwierdził Fiodor. – Chciałbym zobaczyć, jak próbujesz ją zaaresztować.

– Zwyczajnie. Obywatelko Jaga, jesteście aresztowana – odparł Jakow i wszyscy troje zaśmiali się nerwowo.

Kręta droga prawie zniknęła, zwężając się do ledwo widocznych kolein w gęstej białej trawie, której widok przepełniał Galinę irracjonalną odrazą. Białe ptaki – szpaki i gawrony – pstrzyły drzewa jak pryszcze. Zastanawiała się, czy są zupełnie inne niż te na powierzchni, czy może zwyczajne ptaki stopniowo zmieniają kolor pod ziemią, zrzucając ciemne pióra i zastępując je nowymi, białymi jak całun.

Cichy dźwięk, który narastał od jakiegoś czasu, wreszcie dotarł do jej świadomości. Zaczęła nasłuchiwać cichego, ale potężnego dudnienia. Brzmiało tak, jakby płynęło z daleka, i domyślała się, że z bliska musi być ogłuszającym rykiem. Jak wodospad, pomyślała, wodospad ruchomych schodów, które zwiozły ją do przewróconej barki pogrzebowej – stacja metra zapowiadała to, co kryło się w dole, i musiała się zastanowić, czy efekt był zamierzony.

Ludzie na zewnątrz, ludzie, którzy rządzili za czasów jej odległego pionierskiego dzieciństwa i, jak się zdaje, nie stracili władzy, musieli maczać palce w tworzeniu identycznego projektu nad i pod ziemią. Nagle słowa Fiodora o lochach KGB przestały brzmieć śmiesznie, nabrały sensu. Komuniści znaleźli i okiełznali rzekę Styks, może odwrócili jej bieg i zbudowali na niej hydroelektrownię, przycupniętą na brzegu jak szpetna betonowa ropucha, zanieczyszczającą zimną czarną wodę. Charon nie żył, zgnił w obozie pracy ileś lat temu, a jego barka, wyniesiona na powierzchnię, została cynicznie wykorzystana jako szkielet stacji metra, i nikt o tym nie wiedział. Ale prawdopodobnie wciąż brali opłatę za przeprawę. Galina sięgnęła do kieszeni.

– Czego szukasz? – Zapytał Jakow.

– Monet – odparła. – Na wypadek, gdybyśmy musieli zapłacić za przeprawę przez Styks.

– Już zapłaciłem – powiedział Fiodor z tyłu. – Nie martw się o monety. Ale czemu tak się uczepiłaś Styksu?

1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)