Intruz z Werony
- Автор: Стил Джессика
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Intruz z Werony». Краткое содержание книги:
– Spokojnie, niewinna panienko… – zaczął.
Ale Elyn przestała już nad sobą panować i raptownie, zbyt raptownie, jak później sobie to uświadomiła, zapytała:
– Skąd pan to wie?!
– Ja… – urwał. Kpinę zastąpiło niedowierzanie. – A czy tak nie jest? – zapytał.
Zebrała się w sobie i uniosła głowę, odpowiadając chłodno i wyniośle:
– To nie pańska sprawa.
Jeśli jednak myślała, że położy kres rozmowie, to niebawem doszła do wniosku, że całkowicie się myli. Bo oto, patrząc na nią z coraz większym niedowierzaniem, wykrzyknął coś po włosku i, nie zrażony jej wyniosłością, przeszedł na angielski.
– A więc jest pani dziewicą!
– No i co z tego! – warknęła i, zanim zdołał odpowiedzieć jej kpiną, dodała: – Jeszcze raz dziękuję, że przyjechał pan na lotnisko. – Po czym rzuciła mu prosto w twarz: – A teraz, jeśli mam być w biurze jutro o dziewiątej, to chciałabym się rozpakować i odpocząć.
Widziała, że stara się powściągnąć uśmiech. Na jego twarzy pojawił się kpiący grymas. Wycedził:
– Zdaje się, że wyrzuca mnie pani z mojego domu.
– Dobranoc, panie Zappelli – powiedziała stanowczo.
– Ależ dobranoc, panno Talbot – uśmiechnął się. – Dobranoc. – I wyszedł.
Cholerny dziwkarz! – wściekała się Elyn, choć gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, poczuła ból osamotnienia. Przechodząc z salonu do równie luksusowej sypialni, zrozumiała, dlaczego jest taka samotna. Przecież była teraz w obcym kraju, we Włoszech, a jeszcze kilka godzin temu znajdowała się w Anglii, w domu, gdzie zawsze mogła z kimś porozmawiać.
Ledwie zdołała położyć nie rozpakowaną jeszcze walizkę na łóżku, gdy Max Zappelli znów pojawił się w jej myślach.
– Cholerny typ! Nie daje mi spokoju. Dziwkarz z piekła rodem! – pomstowała na głos. – Dziwkarstwo to jego druga natura!
Gdy w końcu znalazła się w łóżku, musiała sobie powiedzieć, że nic jej nie obchodzą uwodzicielskie wdzięki Romea, mimo iż była w Weronie, w jego ojczyźnie. I choć z jednej strony chciała mieć pewność, że nienawidzi Maxa Zappellego, to z drugiej strony – nie wiedziała, czy jest tak naprawdę.
Rozdział 4
Elyn obudziła się w czwartek rano zdecydowana, że tam, gdzie w grę wchodzi signor Maximilian Zappelli, niczego nie weźmie za dobrą monetę. Jego pocałunki przy pożegnaniu mogły być tylko objawem grzeczności, ale od tej chwili będzie traktować tego kobieciarza z największą ostrożnością.
Pogrążyła się właśnie w dociekaniach, dlaczego, skoro uważa ją za złodziejkę, miałby ją całować, gdy nagle się ocknęła. Rany boskie! Miała ważniejsze sprawy na głowie niż ten Zappelli!
W następnej chwili wyskoczyła z łóżka i ubrała się. Była już gotowa do wyjścia, gdy usłyszała telefon.
– Halo? – zgłosiła się.
– Buon giorno, signorina – powiedział Uberto, po czym popłynął potok włoskich słów, których zrozumienie przekraczało jej możliwości. Mogła się mylić, ale była przekonana, że pośród obcych dźwięków odnajduje dwa rozpoznawalne wyrazy: signorina Rocca.
– Grazie - podziękowała, wykorzystując cały swój włoski potencjał językowy. Zdecydowała, że skoro i tak powinna zejść na dół, by spytać Uberto, jak ma dotrzeć do pracy, zrobi to teraz i przekona się, o co chodzi z tą signorina Rocca. Była dumna, że zdołała wychwycić nazwisko sekretarki Maxa Zappellego. Gdy wyszła z windy, okazało się, że obok recepcji czeka na nią ciemnowłosa, atrakcyjna kobieta około trzydziestki.
– Buon giorno, Elyn – powitała ją serdecznie. – Jestem Felicita – przedstawiła się, ściskając jej dłoń. – Miała pani dobry lot?
– Owszem, tyle że była mgła.
– Tak, ale dzisiaj już mgły nie ma – uśmiechnęła się Felicita. – Zdołamy dojechać do biura na czas.
– Jak miło, że zechciała pani po mnie wstąpić – dziękowała Elyn, gdy wychodziły z budynku, kierując się w stronę fiata Felicity.
Podróż do biura Zappelli Internazionale nie trwała długo. W dziale komputerów pracowało kilkanaście osób. Felicita kolejno przedstawiała Elyn, aż zatrzymała się przed średniego wzrostu mężczyzną w okularach, który mógł zaledwie przekroczyć dwudziestkę.
– To jest Tino Agosta. Będzie pani z nim pracowała. Tino – dodała – znakomicie zna angielski.
– Dzień dobry – uśmiechnęła się Elyn.
I tak oto rozpoczął się jej pierwszy dzień w Zappelli Internazionale.
Tino, jak się wkrótce przekonała, nie tylko świetnie mówił po angielsku. Był również kimś na podobieństwo czarodzieja władającego krainą komputerów. O jedenastej, gdy właśnie zaczęła orientować się w tym, czego ją uczył, zaproponował przerwę na kawę.
– Musimy dać odpocząć naszym oczom – powiedział poważnym tonem.
Nadeszła pora lunchu i Elyn uświadomiła sobie, że jeśli chce zrewanżować się za poranną kawę i zaprosić go po południu na herbatę, musi udać się do banku.
– Czy jest tu gdzieś w pobliżu bank? – spytała.
– Pójdę tam z tobą – odparł.
– A co z twoim lunchem?
– Zjem później – wzruszył ramionami, a Elyn pomyślała, że naprawdę go lubi.
– Muszę kupić trochę żywności, mleko i chleb – powiedziała. Była mu wdzięczna za to, że postanowił towarzyszyć jej w zakupach. – W przyszłym tygodniu dam sobie radę sama – obiecywała, gdy wrócili do biura, kierując się najpierw do bufetu, by szybko coś zjeść.
Popołudnie upłynęło błyskawicznie. Tuż przed końcem dnia Felicita Rocca wsunęła głowę, proponując, że podwiezie Elyn do domu.
– Czy to pani po drodze? – zapytała Elyn, wsiadając do fiata.
– Nie, ale podwiezienie pani nie sprawia mi kłopotu – odparła Felicita.
Słysząc to, Elyn zaczęła uważnie obserwować drogę, którą jechały. Postanowiła, że od jutra będzie chodzić do biura pieszo.
Po całym dniu spędzonym wśród ludzi wreszcie znalazła się w apartamencie. Ledwie upłynęła godzina, a już poczuła się niesłychanie samotna. Nie bądź śmieszna, perswadowała sobie. To dlatego, że wszystko jest takie nowe. Gdy tylko oswoisz się z tym miejscem, poczujesz się lepiej.
Przecież nie będę siedzieć tu w nieskończoność, rozważała, a myśl ta sprawiła, że poczuła się jeszcze bardziej obco. Na miłość boską! Nie była przecież tak samotna, żeby wpadać w rozpacz. Spotkała tutaj kilku miłych ludzi. Oczywiście był wśród nich ktoś, kogo wolałaby więcej nie oglądać. Ale kiedy wieczorem kładła się spać, zdała sobie sprawę, że to właśnie o nim będzie myśleć przez całą noc.
Rano odzyskała jednak równowagę psychiczną. Niech go diabli wezmą! Niepotrzebnie zadręcza się tym, że oskarżają o nieuczciwość. I zapewne dlatego nie przestaje o nim myśleć!
Wyruszyła do pracy i tam, tylko po to, by przeciwstawić się najmniejszemu podejrzeniu, że działa na nią urok szefa Zappelli Internazionale, zgodziła się bez wahania, kiedy Tino Agosta nieśmiało zaprosił ją na kolację.
Przedpołudnie upłynęło pracowicie, lecz w miłej atmosferze. W porze lunchu Elyn wyszła, by rozprostować nieco nogi i znalazła się po chwili w ruchliwym centrum handlowym. Właśnie wpatrywała się w wystawę jednego z drogich sklepów, gdy obok stanęła Felicita Rocca. Wróciły do biura razem.
– Czy nie miała pani rano kłopotów z odnalezieniem drogi do biura? – zapytała Felicita, a gdy usłyszała, że nie, zadała kolejne pytanie: – A jak się pani układa praca z Tinem?