Dama
- Автор: Деверо Джуд
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Dama». Краткое содержание книги:
Różni je jedynie temperament: jedna jest ognista i pełna fantazji, druga – chłodna i opanowana. Ale wielkie uczucie nawet to potrafi zmienić.
Czy cyniczny i lekko nieokrzesany milioner szczerze pokocha lodowatą damę, czy też stanie się ona tylko narzędziem jego tajemniczej zemsty?
Gdy ruszyli, Houston siedziała sztywno na brzegu siedzenia. Kane zatrzymał się dopiero na skraju swej posiadłości. Przed nimi rozpościerał się olbrzymi ogród, a w tle widać było dom. Wyciągnął ręce, żeby pomóc jej zejść.
– Musimy porozmawiać.
Houston była zbyt otępiała, żeby protestować.
– Przyszedłbym do kościoła usiąść koło ciebie, tylko miałem robotę. Ale chyba byłem w samą porę. Jeszcze minuta i te jędze żywcem by cię zjadły.
– Proszę? – Houston nie bardzo słuchała.
Aż do dzisiejszego ranka miała nadzieję, że to był zły sen, z którego się obudzi i okaże się, że wciąż jest zaręczona z Leanderem.
– Słuchasz mnie w ogóle? Co ci jest?
– Nic mi nie jest, nie licząc publicznego upokorzenia. Przepraszam bardzo. Nie chciałam pana obarczać moimi problemami.
– Chyba nic żeś nie słyszała, co mówiłem? Nie słyszałaś, jak mówiłem, że się z tobą żenię? Zaprosiłem wszystkich na podwójne wesele.
– I bardzo panu za to dziękuję. – Houston zdobyła się na uśmiech. – To bardzo uprzejme, że pospieszył mi pan na ratunek. Byłby z pana wspaniały rycerz. A teraz chyba powinnam wracać.
– Jesteś najgłupszą babą, jaką widziałem! Jak za mnie nie wyjdziesz, to co będziesz robiła? Myślisz, że ktoś z tak zwanego towarzystwa cię weźmie? Boją się całego klanu Westfieldów. Myślisz, że Marc Fenton cię zechce?
– Marc Fenton? – spytała zdumiona. – Dlaczego Marc miałby, jak pan to ujął, mnie zechcieć?
– Tak się tylko zastanawiałem. – Podszedł bliżej. – A czemu nie chcesz za mnie wyjść? Jestem bogaty, mam dużą chałupę, ciebie właśnie wyrolowali i nie masz nic innego.
Popatrzyła na niego w górę i choć trochę się czuła nieswojo z powodu jego rozmiarów, właściwie się go nie bała. Nagle przestała myśleć o Blair i Leanderze.
– Bo cię nie kocham – powiedziała stanowczo. – I nic o tobie nie wiem. Równie dobrze mogłeś być dziesięć razy żonaty i pozamykać wszystkie żony w piwnicy. Wygląda, że byłbyś do tego zdolny – dodała, patrząc z odrazą na jego owłosioną twarz i grubą koszulę rozdartą na ramieniu.
Przez długą chwilę Kane stał z rozdziawioną gębą i patrzył na nią zdumiony.
– Więc tak o mnie myślisz? – Podszedł jeszcze bliżej. – Posłuchaj, paniusiu. Nie miałem nawet czasu, żeby się ożenić. Od chwili, kiedy miałem osiemnaście lat i Fenton wywalił mnie na zbitą mordę, robiłem pieniądze. Były trzy lata, kiedy prawie nie spałem. A ty mi tu opowiadasz, że mogłem mieć czas na dziesięć żon!
– Może się pomyliłam – powiedziała, uśmiechając się ostrożnie.
Kane nie poruszył się.
– Wiesz, że jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu widziałem?
Objął ją jedną ręką przez plecy, przyciągnął do siebie, drugą rękę wsunął w jej starannie upiętą koafiurę i pocałował ją.
Całowała się z Leanderem setki razy. Był taki znany, bliski, lecz pocałunek Kane’a to było coś, czego jeszcze nigdy nie doświadczyła. Nie był to subtelny pocałunek dżentelmena i damy; raczej taki, jaki jej zdaniem pasował bardziej do chłopca stajennego.
Puścił ją tak nagle, że omal się nie przewróciła; przez moment patrzyli na siebie.
– Pani, jeżeli tak mnie całujesz, chociaż niby kochasz tego Westfielda, to mogę żyć i bez twojej miłości.
Houston nic nie powiedziała. Ujął ją pod łokieć.
– Teraz cię odwiozę i możesz zacząć planować nasze wesele. Kup sobie, co tam potrzebujesz. Przekażę jakieś pieniądze w banku na ciebie. Chcę mnóstwo kwiatów na wesele, więc załatw, żeby tu przysłali. Może być z Kalifornii, jeżeli chcesz, albo zobacz, co mam tu w oranżerii. I ślub będzie w moim domu. Na strychu są krzesła. Niech wszystkie baby z miasta przyjdą.
– Zaraz! Proszę! – powiedziała, upinając włosy, gdy ją poganiał. – Jeszcze się nie zgodziłam. Proszę, niech mi pan da trochę czasu. Jeszcze nie doszłam do siebie po utracie narzeczonego. – Położyła mu rękę na ramieniu, poczuła grę mięśni pod grubą koszulą.
Uniósł jej rękę i przez moment pomyślała, że chce ją pocałować.
– Kupię ci pierścionek. Co lubisz? Brylanty? Szmaragdy? Jak się nazywają te niebieskie?
– Szafiry – odpowiedziała automatycznie. – Proszę mi nie kupować pierścionka. Małżeństwo jest na całe życie. Nie mogę się zbyt spieszyć.
– Nie spiesz się. Masz całe dwa tygodnie, żeby się oswoić z myślą, że będziesz moją żoną.
– Czy pan nigdy nie słucha, co mówią inni? – spytała załamana.
Uśmiechnął się.
– Nie, nigdy. Dlatego się wzbogaciłem. Jak widziałem coś, co chciałem, to zdobywałem.
– A ja jestem następna na liście? – spytała cicho.
– Na samej górze. Dokładnie tak wysoko, jak dom z mieszkaniem w Nowym Jorku, jaki ma Vanderbilt, a ja go chcę. Teraz zawiozę cię do domu, żebyś mogła o mnie powiedzieć rodzinie i wstawić mnie na miejsce Westfielda. Będzie żałował. Też będzie miał jedną z Chandlerek, ale ja będę miał damę.
Pociągnął za lejce tak nagle, że aż podskoczyła na siedzeniu. Przed drzwiami jej domu wyskoczył z wozu, prawie ją wyciągnął i postawił na ziemi.
– Muszę wracać. Powiesz o mnie rodzicom, tak? Jutro ci przyślę pierścionek. Jak czegoś potrzebujesz, daj znać Edanowi albo mnie. Spróbuje jutro się z tobą zobaczyć. – Spojrzał przez ramię na jej dom. – Muszę jechać – powiedział i wskoczył do wozu.
W domu czekali na nią Duncan i Opal. Matka z zaczerwienionymi od płaczu oczami, Duncan – spacerując po pokoju.
Houston spróbowała wziąć się w garść, zanim weszła do salonu.
– Dzień dobry, mamo. Panie Gates…
– Gdzieżeś ty była? – syknął Duncan.
– Och, Houston. – Opal zapłakała. – Nie musisz za niego wychodzić. Znajdziesz kogoś innego. To, że Leander popełnił błąd, nie znaczy, że i ty masz to zrobić.
– Zawsze byłaś taka zrównoważona – rzekł Duncan. – To Blair nie miała za grosz rozsądku i pakowała się we wszelkie możliwe kłopoty. Ty, jak na dziewczynę, byłaś niezwykle rozsądna. Miałaś wyjść za Leandera i…
– On już nie chce się ze mną ożenić – zauważyła.
– Ale Kane Taggert chce. – Opal załkała i skryła twarz w mokrej chusteczce.
Houston postanowiła bronić Kane’a.
– Na miłość boską, co zrobił ten człowiek, że zasłużył na taką wrogość? Nie zgodziłam się go poślubić, ale właśnie się zastanawiam, dlaczego nie miałabym tego zrobić.
Opal zerwała się z fotela; podbiegła do córki.
– Jest potworem. Popatrz tylko na niego. Nie możesz żyć z takim cuchnącym niedźwiedziem. Wszyscy przyjaciele cię opuszczą. I opowiadają o nim takie okropne historie.
– Opal! – Duncan powstrzymał ją. Posłusznie wróciła na swoje miejsce, ale dalej popłakiwała. – Houston, rozmawiam z tobą jak z mężczyzną. Nie obchodzi mnie, że ten człowiek w życiu się nie kąpał, chociaż stać go na wannę. Ale są pewne sprawy. – Spojrzał na nią twardo… – Powiadają, że aby zdobyć swoją fortunę, Taggert kazał zabić dwóch ludzi…
– Zabić? – szepnęła Houston. – Gdzie pan to słyszał?
– Wszystko jedno, gdzie.
– Nie wszystko jedno! – krzyknęła. – Nie rozumiecie? Kobiety były wściekłe, że je zignorował, więc wymyślały różne historie. Dlaczegóż mężczyźni mieliby być inni? Leander opowiadał mi o ludziach, którzy próbowali sprzedać panu Taggertowi wyeksploatowaną kopalnię złota. Może jeden z nich rozpuścił te plotki.
– To, co słyszałem, pochodzi z bardzo wiarygodnego źródła – stwierdził Duncan ponuro.
Houston przez chwilę milczała.