Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dworzec Perdido [Perdido Street Station]
Dworzec Perdido [Perdido Street Station] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dworzec Perdido [Perdido Street Station]

Электронная книга - «Dworzec Perdido [Perdido Street Station]». Краткое содержание книги:

Metropolia Nowe Crobuzon to centralny punkt świata Bas-Lag. Ludzie, mutanty i niezwykłe obce rasy żyją tu obok siebie, w ponurym labiryncie walących się domów i wysokich kominów, w widłach rzek niosących tony zanieczyszczeń, pośród fabryk i hut pracujących dzień i noc. Od ponad tysiąca lat Parlament z pomocą brutalnej milicji sprawuje kontrolę nad społecznością robotników i artystów, szpiegów i żołnierzy, uczonych i magików, a także włóczęgów i prostytutek.
Lecz oto w Nowym Crobuzon pojawia się kaleki przybysz z mieszkiem pełnym złota i zleceniem, którego niepodobna wykonać. Za jego sprawą, choć bez jego udziału, miasto dostaje się w szpony niepojętego terroru, a losy milionów obywateli zależą od garstki renegatów…
To mocna, buzująca energią i pomysłami powieść, dowód świeżej wyobraźni, która nie uznaje ograniczeń ni autorytetów. Kogo znużyły powtarzane w nieskończoność schematy fantasy tolkienowskiej i tęskni do światów naprawdę innych, niepodobnych do niczego, co zna, powinien odwiedzić Nowe Crobuzon Chiny Mievillea – tędy prowadzi droga do fantastyki XXI wieku. Jacek Dukaj
1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 196
Перейти на страницу:

Ku warstwie pyłu. Ku wypisanej na niej wiadomości.

W wygładzonej kupce kurzu i piasku, a także w pociemniałej powierzchni desek, wyskrobany był nieforemny, niepewny, ale w pełni zrozumiały napis:

„Zostałeś zdradzony”.

Isaac wpatrywał się w konstrukt w głębokiej konsternacji. Maszyna pomachała ku niemu kolcem, na którym łopotał wygnieciony świstek.

Pozostali nie odczytali jeszcze napisu, który pojawił się na podłodze, ale widząc wyraz twarzy Isaaca i przedziwne zachowanie automatu sprzątającego, podejrzewali, że dzieje się coś niezwykłego. Wstali, z ciekawością przyglądając się scenie.

– Co się dzieje? – spytała Derkhan.

– Ja… nie mam pojęcia – wymamrotał Grimnebulin. Konstrukt okazywał nadzwyczajne podniecenie: na przemian postukiwał ramieniem o podłogę w pobliżu napisu i wyciągał je przed siebie. Wreszcie Isaac, z ustami szeroko otwartymi ze zdumienia, uniósł rękę i maszyna znieruchomiała. Mężczyzna zbliżył dłoń do metalowego kolca i zdjął z niego zgnieciony papier.

Kiedy rozprostował świstek, David podskoczył nagle jak oparzony, z wyrazem przerażenia na twarzy, i puścił się biegiem w jego stronę.

– Zaac! – zawołał. – Czekaj!… – Ale Isaac już rozwinął kartkę. Z każdym przeczytanym słowem jego oczy otwierały się coraz szerzej. Skończywszy lekturę, zacisnął zęby i już miał krzyknąć, gdy nagle Vermishank zaczął działać.

Kiedy konstrukt rozpoczął swój dziwaczny popis, Lemuel odwrócił się w jego stronę i przestał mierzyć w Vermishanka, który nie omieszkał wykorzystać sytuacji. Gdy wszyscy spoglądali na Isaaca czytającego wiadomość przekazaną mu przez maszynę, stary naukowiec ześlizgnął się z krzesła i popędził w stronę drzwi.

Zapomniał, że były zamknięte. Kiedy szarpnął za klamkę i nie ustąpiły, zawył w panice. Tymczasem David zmienił zdanie i pozostawiwszy Isaaca w spokoju, ruszył w kierunku Vermishanka i zatrzaśniętych wrót. Grimnebulin obrócił się na pięcie, ściskając w dłoni wymięty papier, i spojrzał na obu z nieprzytomną nienawiścią. Lemuel zrozumiał swój błąd i natychmiast wymierzył broń w Vermishanka, ale w tym samym momencie Isaac zaczął zbliżać się do więźnia, przecinając linię strzału.

– Zaac, odsuń się! – krzyknął Pigeon.

Vermishank zauważył, że Derkhan zrywa się na równe nogi, David kuli się na widok nadbiegającego Isaaca, a człowiek w kapturze stojący w dalekim kącie starego magazynu rozkłada ręce i nogi, przyjmując osobliwą pozycję polującego drapieżnika. Nie widział jedynie Lemuela, który zniknął za barczystą postacią Grimnebulina.

Isaac spoglądał raz na Vermishanka, raz na Davida, wymachując w powietrzu pieczołowicie rozprostowaną kartką.

– Isaac! – wrzasnął błagalnie Lemuel. – Zejdź wreszcie z linii strzału!

Ale rozjuszony olbrzym nie słyszał. Laboratorium wypełniła kakofonia dźwięków. Wszyscy krzyczeli – pytając o treść wiadomości, błagając o litość, warcząc z wściekłością lub skrzecząc jak wielki ptak.

Wydawało się, że Isaac zastanawia się nad tym, czy najpierw zająć się Davidem czy Vermishankiem. Serachin był zrezygnowany, prosił tylko, by „przyjaciel” zechciał go wysłuchać. Vermishank zaś, po raz ostatni szarpnąwszy zamknięte drzwi, postanowił się bronić.

Był doskonale wyszkolonym biotaumaturgiem. Błyskawicznie wymówił stosowną formułę i naprężył niewidzialne, niematerialne mięśnie, które nagle pojawiły się w jego ramionach. Energia, która rozdęła żyły przedramienia do rozmiarów węży, pomogła mu usztywnić dłoń z lekko zakrzywionymi palcami. Czuł, że potęga formuły rozciąga jego skórę do granic wytrzymałości.

Koszula Isaaca nie była dopięta. Vermishank wbił rękę w nieosłonięte miejsce u nasady jego szyi.

Grimnebulin zawył z wściekłości i bólu, a jego ciało poddało się uderzeniu jak miękka glina.

Vermishank mało eleganckim gestem począł wwiercać dłoń w ranę. Zawzięcie pracując palcami, próbował chwycić najbliższe żebro. Isaac zacisnął pięści na jego nadgarstku. Krzywiąc się, zdołał powstrzymać atak – teoretycznie był silniejszy od przeciwnika, ale ból odbierał mu moc.

Vermishank jęczał z wysiłku.

– Puść mnie! – krzyknął wreszcie. Nie planował tej walki; działał pod wpływem impulsu, bronił własnego życia i tylko dlatego zdecydował się na atak. Teraz jednak było już za późno na negocjacje. Mógł zrobić tylko jedno: wpychać rękę coraz głębiej w pierś Isaaca.

Osłonięty przez walczących David w panice szukał w kieszeni klucza.

Grimnebulin nie był w stanie wyrwać palców Vermishanka ze swego ciała, a Vermishank nie miał dość siły, by wcisnąć je głębiej. Stali więc naprzeciwko siebie, szarpiąc się na wszystkie strony, podczas gdy w głębi sali trwał nerwowy rozgardiasz. Lemuel wstał gwałtownie, przewracając krzesło, i miotał się, szukając dogodnej pozycji do strzału. Derkhan biegła w stronę Vermishanka, lecz kiedy zaczęła ciągnąć go ze wszystkich sił za ramiona, jego palce już zaplotły się wokół kości w piersiach Isaaca. Każde szarpnięcie oznaczało dla rannego kolejną falę bólu. Z otworu w klatce piersiowej, niezbyt szczelnie zatkanego ręką biotaumaturga, tryskała krew.

Vermishank, Isaac i Derkhan siłowali się, chlapiąc krwią na podłogę i na Szczerość, która uciekła w popłochu. Lemuel wreszcie przełożył lufę pistoletu ponad ramieniem Grimnebulina, ale w tej samej chwili Vermishank szarpnął przeciwnikiem jak olbrzymią pacynką i wytrącił broń z ręki strzelca. Proch rozsypał się po podłodze, a Pigeon zaklął siarczyście i sięgnął do woreczka po nową porcję.

Nagle przy groteskowym trojgu walczących pojawiła się postać w płaszczu. Yagharek odrzucił do tyłu kaptur i w tym momencie Vermishank rozdziawił usta ze zdumienia, wpatrując się w okrągłe oczy i ptasią twarz wielkiego drapieżcy. Zanim zdążył wydać z siebie głos, garuda zagłębił zagięty dziób w jego prawym ramieniu.

Yagharek pruł mięśnie i ścięgna z ogromną prędkością i siłą. Vermishank wrzasnął dziko na widok poszarpanej tkanki i strumieni krwi. Wyszarpnął dłoń z ciała Isaaca, które zamknęło się z mokrym mlaśnięciem. Ranny zawył z bólu i przycisnął ręce do piersi, wilgotnej i śliskiej od posoki.

Derkhan objęła Vermishanka od tyłu za szyję. Stary biotaumaturg ściskał desperacko szczątki przedramienia, pozwalając, by kobieta odholowała go na środek sali. Konstrukt przezornie zszedł im z drogi i z bezpiecznej odległości obserwował, jak zawodzący Vermishank pada na deski i zalewa je strumieniami krwi.

Pistolet Lemuela był już ponownie nabity. Vermishank spostrzegł kątem oka mierzącą do niego postać i otworzył usta, aby skamleć o litość. Obronnym gestem uniósł do góry zakrwawione ramię.

Lemuel Pigeon nacisnął spust. Proch strzelniczy eksplodował z donośnym hukiem i jęki Vermishanka umilkły. Kula trafiła go dokładnie między oczy i przeszła na wylot – był to precyzyjny, pokazowy wręcz strzał z bliskiej odległości, który dosłownie wyrwał tylną część czaszki starca i cisnął ją w dal wraz z fontanną ciemnej krwi.

Vermishank upadł na plecy, z głuchym łomotem roztrzaskanego czerepu o stare deski.

Cząsteczki prochu wirowały w powietrzu. Zwłoki Vermishanka przeszył ostatni, agonalny dreszcz.

Isaac oparł się ciężko o ścianę i zaklął. Przycisnął dłoń do rozerwanej skóry, jakby chciał ją wygładzić. Chwilę wcześniej gmerał w ranie palcami, bezskutecznie próbując naprawić to, co rozerwały hakowate palce Vermishanka.

Raz po raz pokrzykiwał z bólu.

– Do diabła! – wybuchnął wreszcie, spoglądając nienawistnie na ciało biotaumaturga.

Lemuel machinalnie bawił się pistoletem. Roztrzęsiona Derkhan stała ze spuszczoną głową. Yagharek cofnął się w kąt i obserwował laboratorium w milczeniu, a jego twarz znowu pogrążyła się w cieniu obszernego kaptura.

1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 196
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)