Czas Miłości
- Автор: Маккалоу Колин
- Язык: польский
- Жанр: Историческая проза
Электронная книга - «Czas Miłości». Краткое содержание книги:
Losy bohaterów osadzone są w XIX-wiecznych realiach, głównie w Australii, bądź – jak kto woli – Nowej Południowej Walii.
Oprócz bardzo interesującej fabuły w powieści znajdujemy mnóstwo typowo historycznych i geograficznych faktów. Wobec czego lektura dostarcza nam wiedzę, którą moglibyśmy zdobyć jedynie studiując książki historyczne czy też oglądając programy geograficzne, na co nie każdy ma ochotę. Informacje te wplecione są w treść książki bardzo ładnie, nie są nudne, jak i nie wybijają czytelnika z głównego wątku. Jednak dają sporą wiedzę o zamierzchłym XIX wieku, o tym, jak dawniej ludzie żyli, podróżowali, zdobywali majątki, zawierali małżeństwa, po prostu jak to było dawniej, gdy nie było odrzutowców, telefonów, kanalizacji etc.
To stanowi jednak tło historii kilkorga bohaterów powieści. Główny bohater, Alexander Kinross, żeni się ze swoją, o prawie połowę młodszą od siebie, kuzynką. Odkrywa złotonośne złoże, które zapewnia mu ogromny majątek i sławę. Niestety, jego powodzenie w interesach nie idzie w parze z życiem rodzinnym.
Dalszych losów Alexandra i jego rodziny nie chcę zdradzać, gdyż tym lepiej się czyta, im mniej się wie, czego można się spodziewać. Niemniej jest to piękna opowieść o miłości, przyjaźni, stosunkach międzyludzkich i chyba przede wszystkim o godzeniu się z losem.
Serdecznie polecam.
– Weekendy spędzam wśród swoich wyborców – wyjaśnił sztywno.
– Jedząc ciastka, popijając słodką herbatę, pochłaniając babeczki z dżemem i śmietaną, a później ogromne kufle piwa. Umrze pan przed czterdziestką, panie Talgarth, chyba że wcześniej zmieni pan tryb życia.
– Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak bardzo przejmuje się pani moim zdrowiem, panno Kinross! – warknął. – Sądzę, że czegoś pani ode mnie potrzebuje. O co chodzi?
– Chciałabym wejść do środka i wypić filiżankę herbaty. Skrzywił się.
– Tam nie jest… hm… zbyt czysto.
– Nie zakładałam, że będzie. Pańskie zasłony aż się proszą o pranie, a okna należałoby umyć. Na szczęście herbatę robi się z wrzącej wody, więc z pewnością jakoś to przeżyję.
Stała i czekała z uniesionymi brwiami. Miała szyderczą minę, ale jej oczy błyszczały łobuzersko. Ciężko westchnął.
– W takim razie proszę, pani pierwsza.
Tylne drzwi prowadziły do pralni z dwiema betonowymi wannami do prania i kurkiem z wodą.
– Przynajmniej ma pan bieżącą wodę – zauważyła. – Dlaczego zatem pański wychodek wciąż znajduje się na podwórku?
– Nie ma kanalizacji – wyjaśnił krótko.
Wprowadził ją do małej kuchni, w której był zlew, piecyk gazowy z czterema palnikami i duży stół z wetkniętymi pod blat drewnianymi krzesłami. Kremowożołte ściany upstrzone były przez muchy; ogromna liczba drobnych kropek tworzyła swoisty wzór. Na stole widać było nieco większe ślady pozostawione przez karaluchy, a na podłodze walały się odchody myszy i szczurów.
– Naprawdę nie może pan tak mieszkać – oświadczyła Nell.
Wysunęła krzesło i usiadła na nim. Z dużej torby wyjęła chusteczkę do nosa i przetarła nią stół, by zrobić czyste miejsce pod łokieć.
– Obecnie parlament płaci panu całkiem niezłe wynagrodzenie, prawda? Niech pan wynajmie kogoś, kto będzie panu sprzątał.
– Nie mogę tego zrobić! – krzyknął, coraz bardziej zdenerwowany jej pogardliwymi uwagami. – Jestem laborzystą, nie zatrudniam służby!
– Bzdury! – powiedziała pogardliwie. – Jeśli chce pan mieć argument z socjalistycznego punktu widzenia, proszę, oto on: daje pan pracę komuś, kto prawdopodobnie rozpaczliwie szuka możliwości zarobienia odrobiny pieniędzy, i dzieli się pan swoim bogactwem z jednym z wyborców. Prawdopodobnie będzie to kobieta, więc w przyszłości nie odda na pana głosu, ale jestem pewna, że jej mąż to zrobi.
– Jej mąż prawdopodobnie już go na mnie oddał.
– Pewnego dnia kobiety też będą głosować, panie Talgarth. Nie można mówić o równości i demokracji, nie dostrzegając, że kobieta to też obywatel.
– Jestem zdecydowanym wrogiem posiadania służby.
– W takim razie nie musi pan traktować jej jak służącej. Niech pan potraktuje ją tak, jak na to zasługuje: jak osobę dobrą w swoim zawodzie, który polega na sprzątaniu. Nie ma w tym żadnej hańby, prawda? Niech pan jej dobrze i w terminie płaci, dziękuje za wspaniałą pracę i sprawi, żeby czuła się potrzebna. Nie zaszkodzi pan sobie u swoich wyborców, jeśli jakaś kobieta w gronie swoich przyjaciółek będzie pana wychwalała pod niebiosa jako demokratycznego pracodawcę. Owszem, to mężczyźni głosują, ale kobiety mogą wpływać na ich głosy, i jestem pewna, że często to robią. Niech więc pan zatrudni kobietę, która nie pozwoli, żeby rósł panu brzuch.
– Ma pani rację – ustąpił niechętnie, wlewając wrzącą wodę do jej filiżanki. Stuknął o stół cukierniczką. – Karaluchy zostawiły na niej swoje ślady, obawiam się również, że nie mam mleka.
– Niech pan sobie kupi skrzynię z lodem. W Arncliffe na pewno jest jakiś sprzedawca lodu. Wychodząc, wcale nie musiałby pan zamykać przed nim domu; nie ma tu niczego, co warto byłoby ukraść. Będzie się pan również musiał pozbyć karaluchów. Żyją w kratkach ściekowych, szambach, wszędzie tam, gdzie jest brud, a kiedy się najedzą, zwracają pożywienie. Widzi pan to, co ja? Na brzegu cukierniczki? To śmiertelna pułapka. Idę o zakład, że w Arncliffe dużo ludzi choruje na tyfus, nie mówiąc już o syfilisie i chorobie Heine – Medina. Jest pan parlamentarzystą. Weźcie się za ścieki. Sydney będzie niebezpiecznym miejscem, dopóki ludzie nie nauczą się czystości. Wytępcie szczury i myszy, bo inaczej pewnego dnia wybuchnie plaga dymienicy morowej.
Nell przyjęła od niego filiżankę czarnej, gorzkiej herbaty i wypiła ją z przyjemnością.
– Chce pani w przyszłości zostać inżynierem, prawda? – spytał cicho. – Ale mówi pani bardziej jak lekarz.
– Tak, właśnie kończę pierwszy rok inżynierii, ale tak naprawdę marzę o tym, żeby zostać lekarzem, zwłaszcza że teraz otworzyli przed kobietami podwoje medycyny.
Niezależnie od tego, jak bardzo go wkurzała, lubił ją. Była taka rzeczowa, taka logiczna, nie użalała się nad sobą, a mimo krytycznych uwag, jakich mu nie szczędziła, wcale nie brzydziła się jego kawalerskimi przyzwyczajeniami. Nell Kinross po prostu lubiła udzielać rozsądnych rad. Szkoda, że jest po przeciwnej stronie barykady – pomyślał. Byłaby cennym nabytkiem w naszych szeregach, nawet gdyby tylko działała poza sceną.
Ku jej ogromnej uciesze przysunął skrzynkę po pomarańczach, żeby na niej usiąść – tak jak przypuszczała, nie przejmował się sprawami materialnymi. Jak bardzo musi go denerwować konieczność noszenia garnituru! Idę o zakład – pomyślała – że gdy w weekendy odwiedza swoich wyborców, wkłada spodnie robocze i podwija rękawy.
– Mam pomysł – powiedziała nagle, wyciągając rękę z filiżanką po dolewkę herbaty. – Zamiast jeść ciastka czy babeczki z dżemem i śmietaną, kiedy walczy pan o głosy, mógłby pan zaproponować, że będzie kopał pan doły, porąbie drewno, po – przesuwa meble. Będzie pan miał trochę ruchu i zabraknie panu czasu na to, żeby się opychać.
– Dlaczego pani tu przyszła, panno Kinross? – spytał. – Co mogę dla pani zrobić?
– Mów do mnie „Nell”, a ja będę mówić do ciebie „Bede”. To takie ciekawe imię, Bede. Wiesz coś o swoim patronie?
– To imię rodzinne – wyjaśnił.
– Nosił je czcigodny Bede, mnich z Northumberland. Podobno pieszo pokonał całą drogę do Rzymu i z powrotem. Napisał pierwszą prawdziwą historię Anglików, chociaż nie wiadomo, czy był Anglosasem, czy Celtem. Żył na przełomie siódmego i ósmego wieku naszej ery i był bardzo dobrym, wręcz świętym człowiekiem.
– To nie ja – zapewnił beztrosko. – Skąd wiesz takie rzeczy?
– Czytam – odparła szczerze. – W Kinross oprócz tego nie było nic do roboty, póki ciocia Ruby nie dała mi zajęcia. To dlatego inżynieria nie sprawia mi żadnych problemów: bardzo dobrze znam teorię, nowinki, a zwłaszcza górnictwo. Potrzebny mi tylko dyplom.
– Wciąż mi nie powiedziałaś, o co ci chodzi.
– Chcę, żebyś porozmawiał z pewnym wrednym starym Szkotem, Angusem Robertsonem, który jest mężem zaufania w Constantine Drills. Chcę odbyć tam praktykę, a właściciele wyrazili już na to zgodę. Tymczasem Robertson powiedział prosto z mostu: „Nie”.
– No tak, metalowcy. Nie rozumiem, dlaczego czują się zagrożeni przez kobietę. Nie wyobrażam sobie, żeby jakakolwiek dama, nawet ty, chciała wiercić, spawać, walić młotkiem, kuć i robić wszystko inne, co robi się ze stalą.
– Nie, chcę opanować sztukę obrabiania stali na tokarce. Żaden inżynier nie może zaprojektować stalowych elementów, nie znając możliwości tokarki.
– Zgadzam się, że praktyka zawodowa to podstawa.
Bede wykrzywił usta, zmarszczył czoło i wbił wzrok w nie – wypitą herbatę.
– W porządku. Porozmawiam z Angusem. Muszę również przekonać przywódców związkowych. Mogą wywrzeć na niego większy nacisk niż ja.