Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Nefrytowy Różaniec». Краткое содержание книги:

Zapowiadając, że nie będzie więcej pisał o Fandorinie, Boris Akunin na szczęście nie dotrzymał słowa. Nowa książka to cykl opowiadań, w których słynny detektyw rozwiązuje wiele zdumiewających zagadek, przeżywając niezwykłe przygody od Moskwy i Syberii, przez Japonię, po Anglię i… Dziki Zachód.
Skąd się wziął nefrytowy różaniec, który pomaga Fandorinowi w skupieniu się? O co staje do pojedynku z samym Sherlockiem Holmesem? Kim jest podstępna „czerwona perła prerii”? Pasjonująca fabuła, klimat i kapitalne nawiązania do klasycznych mistrzów gatunku.
1 ... 101 102 103 104 105 106 107 108 109 ... 157
Перейти на страницу:

– Dlaczego ta wieś jest taka bogata, panie? – zapytał Masa.

– Bo tu nigdy nie było dziedziców. A poza tym wyznawcy tej wiary nie piją wódki i dużo pracują.

Japończyk rzekł z aprobatą:

– To dobra wiara. Podobna do sekty Nitiren. Taka sama dyscyplina. Patrz, panie. Wszyscy zebrali się na placu. Pewnie to jakieś święto religijne.

Erast Pietrowicz odwrócił się i rzeczywiście zobaczył coś w rodzaju niewielkiego placu, na którym zgromadził się gęsty tłum. Wszyscy tłoczyli się przed domem o czerwonym dachu i starannie zapokostowanych ścianach. Przez cichy szmer męskich głosów przebijały się babskie lamenty i płacz.

– Mundurowi przyjechali – oznajmił Kryżow, stając na koźle i patrząc ponad głowami. – Coś się musiało stać. Ej, bogobojni! – krzyknął na stojących z tyłu. – Odsunąć się! Przejście dla zwierzchności!

Ludzie w tłumie zaczęli się oglądać. Na widok miastowych i popa w czarnej riasie pośpiesznie odskoczyli na boki, jakby w obawie, że się pobrudzą. Zrobiło się przejście, „zwierzchność” wysiadła z sań i ruszyła naprzód.

Na twarzach wieśniaków odmalował się jednakowy wyraz – mieszanina czujności i odrazy. Kiedy ojciec Wikientij, przewalając się majestatycznie z boku na bok, musnął rękawem płowowłosego chłopczyka, matka chwyciła malca i przycisnęła do siebie.

Wreszcie doszli do domu.

W pewnej odległości od wszystkich, jakby po drugiej stronie niewidzialnej bariery, stała grupka mężczyzn: dwaj w mundurach i dwaj inni, ubrani po miejsku.

– To nasz isprawnik – wyjaśnił Erastowi Pietrowiczowi statystyk, wskazując mężczyznę, ocierającego chustką spocone czoło. – A ten w czarnym płaszczu to śledczy Lebiediew. Skoro przyjechał do Dienisjewa, znaczy, że popełniono przestępstwo, i to poważne… Moje uszanowanie, Christoforze Iwanowiczu! Co tu się dzieje?

Śledczy obejrzał się.

– Alojzy Stiepanowicz! W sprawie spisu? Oj, nie w porę pan przyjechał.

– Ale o co chodzi?

Przedstawiciele władz uścisnęli Kochanowskiemu rękę, zbliżyli się do duchownego po błogosławieństwo, Erastowi Pietrowiczowi uprzejmie skinęli głowami, ale to wszystko – najwyraźniej mieli teraz ważniejsze sprawy. Dwaj panowie w cywilu z przejęciem o czymś półgłosem dyskutowali, ledwie spojrzawszy na nowo przybyłych.

Lew Sokratowicz gdzieś zniknął. Dopiero co był obok i nagle jakby się zapadł pod ziemię. Fandorin rozejrzał się, ale w tłumie też nie dostrzegł Kryżowa.

– Wycięli nam raskolnicy niezły numer – złym głosem zaczął opowiadać śledczy Lebiediew. – Cała rodzina żywcem zakopała się w ziemi. Mąż, żona, ośmiomiesięczne niemowlę… Dopiero się narobi szumu! A my się mamy za oświecony kraj. Wstyd na całą Europę!

– Jak to się zakopali? – jęknął Kochanowski. – Z powodu spisu?!

– Oczywista. Wystraszyli się, durnie. Właśnie ich odkopujemy. Jedne zwłoki już wydobyliśmy…

Diakon Warnawa chlipnął i przeżegnał się. U popa zaś wiadomość wywołała dziwną reakcję: cmoknął grubymi czerwonymi wargami, chwacko rozdął nozdrza, cofnął się i zniknął w tłumie, tylko jego wysoka fioletowa kamiławka [57] zakołysała się nad głowami.

Teraz jednak zachowanie duchownego zajmowało Fandorina najmniej. Do dwudziestego wieku pozostawały trzy lata, a tu, na północnym wschodzie kontynentu europejskiego, ktoś pogrzebał się żywcem w strachu przed spisem powszechnym! Pogłoski pogłoskami, wszak Kryżow też o tym uprzedzał, ale nie chciało się wierzyć, że coś takiego może się zdarzyć naprawdę.

– Może jest jakiś inny p-powód? – zapytał śledczego. Ten tylko machnął ręką.

– A gdzież tam inny! Na wierzchu miny leżała kartka. Proszę, niech pan sobie przeczyta. – I wyjął z teczki starannie złożony arkusik.

Fandorin nie zrozumiał, o co chodzi z tą „miną”, ale nie zdążył spytać – śledczego odwołał isprawnik.

Za to nie wiadomo skąd pojawił się Lew Sokratowicz. Twarz miał napiętą, pochmurną, ruchy gwałtowne.

– Wszystko wyjaśniłem – oznajmił, nerwowo zacierając ręce. – Pogadałem ze starcami. Koszmar, średniowiecze. Pierwszą wieść o spisie w Dienisjewie przyjęto względnie spokojnie. Wieś bogata, wszyscy co do jednego piśmienni. A niedawno nagle, ni z tego, ni z owego, jakby pożar wybuchł – zaczęli mówić o końcu świata. Że teraz to już jest pewne – nie później niż za dwa tygodnie przyjdzie Antychryst. Kto sam się nie ocali, ten będzie gorzeć w ognistej gehennie. I zaczęło się. Ci płaczą, ci się modlą, ci żegnają się z krewnymi. Starosta to mądry chłop. Chodził po domach, powtarzał: „Nie śpieszcie się, znajdzie się sposób i na Antychrysta, Pan da nam znak”. Wielu udało mu się namówić, żeby zaczekali. Ale nie wszystkich. Sawwatij Chwałynow, najlepszy cieśla we wsi, zdecydował po swojemu. Sześć dni temu razem z żoną i dzieckiem wleźli do miny. To taka ziemna piwnica, właściwie grób. Tak zakopywali się święci starcy w czasach prześladowań raskolników. Odziewali się w całuny, włazili do nory, zasypywali za sobą wejście i leżeli tam po ciemku, palili świeczki i śpiewali, dopóki im starczyło powietrza. W tych okolicach ludzie zaczęli potajemnie kopać miny jeszcze jesienią, kiedy rozeszły się pierwsze słuchy o spisie. Nasi urzędowi mądrale uważali, że raskolnicy chcą po prostu nastraszyć władze – żeby odstąpiły od swych „antychrystowych zamiarów”. Ładnie nastraszyć…

– Cieśla z rodziną weszli do miny sz-sześć dni temu?! To dlaczego odkopują ich dopiero teraz?

– Starosta próbował, ale mu nie pozwolili. Przeszkadzać w „zbawieniu” to ciężki grzech. Ale i stanąć przed sądem starosta też nie chciał. Wczoraj wziął się na sposób i chyłkiem wysłał do powiatu syna z przedśmiertnym listem, zostawionym przez cieślę. No i władze przyleciały, ale za późno…

Erast Pietrowicz rozłożył żółtawą kartkę, zapisaną starym liternictwem, jak w dawnych księgach. Tekst był taki:

Wasz nowy ukaz i spisy odcinają nas od prawdziwej wiary chrześcijańskiej i przywodzą do odrzucenia ojczyzny, a nasza ojczyzna to Chrystus. Bóg tak powiada w swojej świętej Ewangelii: „Każdy więc, który mnie wyzna przed ludźmi, wyznam go i ja przed Ojcem moim, który jest w niebiosach. Kto by zaś zaparł się mnie przed ludźmi, zaprę się go i ja przed Ojcem moim, który jest w niebiosach” [58]. Zatem odpowiadamy wam krótko i ostatecznie, że zaprzeć się Boga naszego jedynego Jezusa Chrystusa nie chcemy i od wiary Chrystusowej nie odstąpimy, i co Ojcowie Święci na świętych soborach przyjęli, to i my przyjmujemy, a co Ojcowie Święci i Apostołowie przeklęli i odrzucili, to i my przeklinamy i odrzucamy. A waszym nowym prawom podporządkować się nie możemy i wolimy umrzeć za Chrystusa Pana naszego.

Kochanowski, który zaglądał Fandorinowi przez ramię, wykrzyknął z rozpaczą:

– Ależ co ma tu do rzeczy wyparcie się Chrystusa? Wymyślili sobie jakiś „ukaz”! Cóż za potworne nieporozumienie! Przecież sam tu byłem w grudniu, wszystko jak najdokładniej…

– Cz-czy ten cieśla był człowiekiem czytającym? – zapytał Erast Pietrowicz, przerywając rozgorączkowanemu statystykowi. – Cytuje cerkiewnosłowiańską Ewangelię i pismo niemal kaligraficzne.

– Tutaj w każdym domu są stare księgi, ręcznie przepisywane. – Kryżow z zainteresowaniem oglądał kartkę. – Proszę, proszę, „waszym nowym prawom podporządkować się nie możemy”. To rozumiem!

Z głębi podwórza wyszedł zuchowaty policyjny uriadnik [59] w pobrudzonym ziemią płaszczu i zasalutował isprawnikowi.

вернуться

[57] Nakrycie głowy duchownych prawosławnych – wysokie, cylindryczne, fioletowe lub czarne (u mnichów) (przyp. tłum.)

вернуться

[58] Mt 10.32, Pismo Święte w przekładzie Jakuba Wujka

вернуться

[59] Podoficer policji (przyp. tłum.)

~ 105 ~ Предыдущая страница Следующая страница var width = window.innerWidth || document.documentElement.clientWidth || document.body.clientWidth; if (width > 768) { (function(w, d, n, s, t) { w[n] = w[n] || []; w[n].push(function() { Ya.Context.AdvManager.render({ blockId: "R-A-430869-4", renderTo: "yandex_rtb_R-A-430869-4", async: true }); }); t = d.getElementsByTagName("script")[0]; s = d.createElement("script"); s.type = "text/javascript"; s.src = "//an.yandex.ru/system/context.js"; s.async = true; t.parentNode.insertBefore(s, t); })(this, this.document, "yandexContextAsyncCallbacks"); } var width = window.innerWidth || document.documentElement.clientWidth || document.body.clientWidth; if (width
1 ... 101 102 103 104 105 106 107 108 109 ... 157
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)