Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]
Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]

Электронная книга - «Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]». Краткое содержание книги:

Wieloletni władca Majipooru, który zapewnił swoim poddanym niebywały dobrobyt, spoczywa na łożu śmierci. Zanim jednak tron obejmie Lord Confalume, musi zostać wyznaczony również jego następca. Niemal pewnym kandydatem jest książę Prestimion, gdyż Korsibarowi, jako synowi Confalume’a, tradycja zakazuje dziedziczenia władzy po ojcu. Korsibar postanawia zburzyć panujący porządek, używając w tym celu magii. Wybucha krwawa wojna domowa.
1 ... 99 100 101 102 103 104 105 106 107 ... 132
Перейти на страницу:

Modlił się przy tym, by następny raz nie nastąpił zbyt szybko. Jego ludzie potrzebowali czasu, by odpocząć i odzyskać ducha, spodziewał się także, że będą się do niego zgłaszali ochotnicy. Do obozu dotarły bardzo obiecujące informacje z Alaisoru na zachodnim wybrzeżu, portu, przez który rodzina książąt Muldemar tradycyjnie wysyłała wino na Zimroel, miała więc tam wiele kontaktów handlowych i osobistych. Prestimion dowiedział się, że pierwsze rodziny Alaisor sprzyjały raczej rebeliantom niż Korsibarowi i formowały armię mającą walczyć w jego sprawie. Podobne wieści docierały do niego z całego zachodniego Alhanroelu; na wybrzeżu, w Steenorp, Kikil, Klai, Kimoise i w innych miastach ludzie rozważali zalety obu kandydatów i coraz częściej skłaniali się ku Prestimionowi, zdążyli już bowiem rozważyć, w jaki sposób Korsibar zdobył władzę.

Niestety, zachodnie prowincje były jeszcze bardzo daleko, a armie Mandrykarna, Farholta i Navigorna bardzo blisko. Prestimion musiał teraz oddalić się jak najszybciej na północ i zachód, do rejonu przybrzeżnego, w którym cieszył się poparciem, no i dotrzeć na miejsce, nim przeciwnicy dopadną go i zakończą rebelię raz na zawsze. Z największą szybkością ruszył więc przez kontynent, z każdym dniem oddalając się od Góry Zamkowej i tronu, którego pożądał całym sercem.

Zbliżali się do rzeki lyann, która w tym miejscu skręcała na zachód, zmierzając dalej do Alaisoru i morza. Do Prestimiona przyszedł diuk Svor.

— Znalazłem ludzi, którzy mogą nam oddać wielkie przysługi jako zwiadowcy — powiedział. — Twierdzą, że już mają wiadomości dla nas użyteczne.

— Brakuje nam zwiadowców, Svorze, byśmy musieli najmować obcych?

— Nie mamy żadnych podobnych do nich — powiedział Svor i gestem przywołał do siebie mężczyznę o chudej twarzy, wyjątkowo wysokiego, przynajmniej o głowę wyższego od najwyższego żołnierza w obozie, lecz tak chudego, iż sprawiał wrażenie delikatnego niczym gałązka, którą można złamać jednym uderzeniem. Miał bardzo ciemne, krótko przycięte włosy, skórę ciemną niemal jak Svor, twarz o wystającej szczęce dodatkowo czerniła mu szorstka broda. Powiedział, że nazywa się Gornoth Gehayn, pochodzi z pobliskiego miasteczka Thaipnir, leżącego nad rzeką o tej samej nazwie, dopływem lyann. Za nim stało czterech mężczyzn z wyglądu niemal identycznych, równie wysokich, chudych i śniadych, lecz dużo młodszych, a nieco dalej widać było zaprzężony w dwa wierzchowce długi wóz, na którym stały cztery paki przykryte płachtami skóry.

— O co chodzi? — spytał krótko Prestimion, niespokojny w tej chwili i niezbyt cierpliwy.

— Wasza Wysokość — powiedział Gornoth Gehayn cienkim, przenikliwym, piskliwym wręcz głosem. — Ja i moi synowie jesteśmy treserami hieraxów, latamy na nich. To tajemna sztuka znana tylko w naszej rodzinie, której opanowanie zabrało nam wiele czasu. Latamy daleko i wysoko, i wiele widzimy.

— Latacie na hieraxach? — zdumiał się Prestimion.

Gornoth Gehayn wykonał zamaszysty gest. Jeden z jego synów wskoczył na wóz i zerwał płachtę zakrywającą pakę. Jak się okazało, była to żelazna klatka z wielkim ptakiem o szarych, zwiniętych skrzydłach okrywających ciało niczym płaszcz i wielkich lśniących niebieskich jak szafiry oczach, gniewnie spoglądających na nich poprzez pręty.

Prestimion aż zachłysnął się zdumieniem. Widywał hieraxy, podróżując między Górą Zamkową i Labiryntem. Były to wielkie drapieżne stworzenia latające w wyższych warstwach atmosfery, unosiły się leniwie na prądach wznoszących wysoko na doliną Glayge, niemal nie poruszając skrzydłami, szybowały z miejsca na miejsce, od czasu do czasu pożerając mniejsze ptaki dzięki błyskawicznym ciosom długich dziobów. Na swój sposób były imponujące i bardzo piękne, przynajmniej w powietrzu, choć w klatkach wydawały się tylko chudymi potworami. Nigdy jednak nie słyszał o hieraksie w niewoli, a to, że można latać na ich grzbietach, jakby były dobrze ujeżdżonymi wierzchowcami, wydawało się niewiarygodne.

— Te różnią się nieco od hieraxów ze wschodu — tłumaczył Gornoth Gehayn, podczas gdy jego syn otwierał wielką klatkę. — To czarnobrzuchy z rejonu lyann, większe i znacznie silniejsze niż odmiana różowa znad Glayge i wystarczająco inteligentne, by można było nauczyć je wykonywania poleceń. Wybieramy jaja z gniazd, wychowujemy małe i tresujemy je dla samej przyjemności latania. Chciałbyś to zobaczyć, panie?

— Tak.

Na znak dany przez syna Gehayna ptak wyszedł z klatki, kołysząc się niezdarnie. Wydawało się, że nie wie, co zrobić z potężnymi skrzydłami otulającymi mu ciało, a jego długie cienkie nogi najwyraźniej źle służyły mu na ziemi. Po krótkiej chwili zdołał jednak rozwinąć skrzydła i Prestimion aż westchnął ze zdumienia, widząc, jak rozwijają się, rozwijają, rozwijają na nieprawdopodobną wręcz szerokość.

Chłopak, tak długi i chudy, że wydawał się krewniakiem hieraxa, skoczył na grzbiet ptaka i położył się na jego karku. Długie skrzydła zaczęły się poruszać, uderzały w ziemię z łoskotem. Po chwili walki z grawitacją hierax znalazł się w powietrzu.

Wzniósł się niemal w linii prostej, zatoczył koło nad ich głowami i z niezwykłą szybkością poleciał na północ.

Gialaurys, który dołączył do nich w momencie, gdy chłopiec wyprowadzał ptaka z klatki, roześmiał się.

— Ciekawe, czy jeszcze kiedyś ich zobaczysz — powiedział do Gornotha Gehayna. — Moim zdaniem ptak poleciał z chłopcem aż na Wielki Księżyc.

— Nie ma żadnego niebezpieczeństwa — odparł Gehayn. — Syn zaczął latać na hieraxach, kiedy miał sześć lat. Na wozie mamy jeszcze trzy ptaki, panie. Może sam chciałbyś wznieść się w powietrze?

— Ależ bardzo chętnie i dziękuję za zaproszenie — rzekł Gialaurys z wesołym uśmiechem, wyglądającym dziwnie na jego zawsze poważnej, ponurej wręcz twarzy. — Obawiam się jednak, że byłbym nieco za ciężki dla waszych ptaszków. — Uderzył się w szeroką pierś. — Zapewne lepiej nadawałby się do tego ktoś niniejszy. Ktoś taki jak diuk Svor.

Prestimionowi bardzo spodobał się ten pomysł.

— Oczywiście, Svorze! — krzyknął. — Leć i powiedz nam, co widzisz.

— Może innym razem — powiedział Svor. — Ale patrzcie, patrzcie, chłopiec chyba wraca.

Rzeczywiście, na niebie widać było czarną plamkę, która po chwili przybrała postać czarnego ptaka o wielkich wygiętych skrzydłach i wydłużonym ciele pokrytym czarnymi piórami. Hierax wylądował w chwilę później i chłopiec zeskoczył na ziemię zaczerwieniony z radości i podniecenia lotem.

— Co widziałeś? — spytał go ojciec.

— Armie, jak poprzednio. Maszerują w tę i z powrotem, ćwiczą nad jeziorem.

— Armie? — zainteresował się Prestimion. Svor pochylił się ku niemu.

— Mówiłem, że mają informacje, które mogą nas zainteresować — przypomniał.

Od kiedy lotnicy dostrzegli manewry uzbrojonych oddziałów na północ od ich miasteczka, wykonywali loty zwiadowcze wzdłuż doliny lyann przez cały tydzień i zdążyli już dowiedzieć się wiele, swoją wiedzę zaś chętnie przekazali Prestimionowi za kilka srebrnych rojali. Powiedzieli, że wielu ludzi, z bronią i w zbrojach, przyjechało ostatnio lataczami ze wschodu i natychmiast ruszali wzdłuż brzegu rzeki w tej części, w której spływała prosto z północy, aż dotarli do tamy u brzegu wielkiego zalewu, będącego źródłem wody dla większej części prowincji.

1 ... 99 100 101 102 103 104 105 106 107 ... 132
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)