Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dworzec Perdido [Perdido Street Station]
Dworzec Perdido [Perdido Street Station] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dworzec Perdido [Perdido Street Station]

Электронная книга - «Dworzec Perdido [Perdido Street Station]». Краткое содержание книги:

Metropolia Nowe Crobuzon to centralny punkt świata Bas-Lag. Ludzie, mutanty i niezwykłe obce rasy żyją tu obok siebie, w ponurym labiryncie walących się domów i wysokich kominów, w widłach rzek niosących tony zanieczyszczeń, pośród fabryk i hut pracujących dzień i noc. Od ponad tysiąca lat Parlament z pomocą brutalnej milicji sprawuje kontrolę nad społecznością robotników i artystów, szpiegów i żołnierzy, uczonych i magików, a także włóczęgów i prostytutek.
Lecz oto w Nowym Crobuzon pojawia się kaleki przybysz z mieszkiem pełnym złota i zleceniem, którego niepodobna wykonać. Za jego sprawą, choć bez jego udziału, miasto dostaje się w szpony niepojętego terroru, a losy milionów obywateli zależą od garstki renegatów…
To mocna, buzująca energią i pomysłami powieść, dowód świeżej wyobraźni, która nie uznaje ograniczeń ni autorytetów. Kogo znużyły powtarzane w nieskończoność schematy fantasy tolkienowskiej i tęskni do światów naprawdę innych, niepodobnych do niczego, co zna, powinien odwiedzić Nowe Crobuzon Chiny Mievillea – tędy prowadzi droga do fantastyki XXI wieku. Jacek Dukaj
1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 196
Перейти на страницу:
*

– Dopiero co dowiedziałam się o wpadce Fleksa – powiedziała Magesta. Siedziała na kanapie, z podwiniętymi nogami, ściskając oburącz kubek zimnej herbaty. Tuż za nią wisiało lustro, zakrywające większą część ściany. – Szczerze mówiąc, nie interesują mnie najświeższe wiadomości. Byłam umówiona na spotkanie z Benjaminem. Termin minął kilka dni temu i zaczęłam się bać, że… no, sama nie wiem… że Flex mnie wyda czy coś w tym guście. – „Pewnie już to zrobił” – pomyślała Derkhan, ale nie odezwała się. – A potem usłyszałam plotki o tym, co się stało w Dog Fenn, kiedy milicja tłumiła rozruchy…

„Nie było tam żadnych rozruchów!” – chciała krzyknąć Derkhan, ale opanowała się. Nie wiedziała, z jakiego powodu Magesta Barbile podzieliła się z Benem tajnymi informacjami, ale z pewnością nie były to pobudki polityczne.

– I przez te plotki… – ciągnęła kobieta. -…No, sami wiecie. Dodałam dwa do dwóch i wyszło mi, że…

– Że powinnaś się ukryć – wpadła jej w słowo Derkhan. Barbile przytaknęła.

– Posłuchaj no – odezwał się nagle Isaac, który do tej pory przysłuchiwał się rozmowie z wyrazem napięcia zastygłym na twarzy. – Czy ty nic nie czujesz? Nic nie widzisz? – spytał, potrząsając wokół twarzy dłońmi o drapieżnie zakrzywionych palcach, jakby próbował coś chwycić. – Przecież nie tylko ja czuję, że to nocne powietrze zaczęło gnić. Nie wiem, może to tylko przeklęty zbieg okoliczności, ale każde fatalne wydarzenie na przestrzeni ostatniego miesiąca wyglądało na część większego spisku i mogę się założyć, że następnym razem będzie podobnie. – Isaac pochylił się nad żałośnie skuloną kobietą, która patrzyła nań z paraliżującym lękiem w oczach. – Doktor Barbile – rzekł z naciskiem. – Coś wyjada ludziom umysły… Zrobiło to między innymi mojemu przyjacielowi. Mamy też nalot na siedzibę „RR”, no i to powietrze, które na naszych oczach zmienia się w nadpsutą zupę… Co się dzieje? I jaki związek ma to wszystko z dreamshitem?

Barbile zaczęła płakać. Isaac omal nie zawył z wściekłości, ale ostatecznie odwrócił się tylko i machnął obiema rękami. Spojrzał na roztrzęsioną kobietę dopiero wtedy, gdy zaczęła mówić, nie przestając pociągać nosem.

– Od razu wiedziałam, że to fatalny pomysł… – wyszeptała. – Mówiłam im, że należy zachować kontrolę nad eksperymentem… – Słowa Barbile były prawie niezrozumiałe, a zdania urywane i przeplatane napadami szlochu. – Eksperyment nie trwał wystarczająco długo… Nie powinni byli tego robić…

– Czego? – spytała Derkhan. – Co takiego zrobili? O czym rozmawiałaś z Benem?

– O transferze – zaszlochała Barbile. – Nie zdążyliśmy dokończyć projektu, kiedy dotarła do nas wiadomość, że badania zostaną przerwane… Ktoś jednak dowiedział się… co naprawdę planowano: okazy miały zostać sprzedane… jakiemuś bandycie…

– Jakie okazy? – zainteresował się Isaac, ale Barbile zignorowała pytanie. Postanowiła wyrzucać z siebie prawdę wedle własnego uznania i planu.

– Zdaniem sponsorów wyniki nie przychodziły wystarczająco szybko. Stali się więc… niecierpliwi… Sądzili, że znajdziemy zastosowania dla tych istot… może militarne, może psychologiczne… Ale nic z tego nie wyszło. Podmioty zachowywały się niezrozumiale, nie robiliśmy żadnych postępów… nie byliśmy w stanie kontrolować tych istot, a one stały się zbyt niebezpieczne… – Kobieta uniosła głowę, jakby przestraszyła się tego, że zaczęła mówić głośniej, nie przestając płakać. Umilkła na chwilę, a kiedy przemówiła, znowu był to szept. – Możliwe, że doszlibyśmy do czegoś, ale prace posuwały się zbyt wolno. I wtedy… ludzie finansujący projekt stracili cierpliwość. Kierownik powiedział nam, że to już koniec, że okazy zostaną zniszczone, ale… to było kłamstwo. Wszyscy o tym wiedzieli. To nie był pierwszy taki eksperyment… – Isaac i Derkhan otworzyli szerzej oczy, ale nie odezwali się. – Znaliśmy już jeden pewny sposób zarabiania pieniędzy na tych istotach… To dlatego sprzedano je temu, kto zaoferował najwyższą cenę… i kto chciał wykorzystać je do produkcji narkotyku… Tym sposobem sponsorzy odzyskali zainwestowane pieniądze, a kierownik projektu mógł kontynuować badania na własną rękę, współpracując z nowym właścicielem. Ale tak nie powinno być… Władza nie powinna zarabiać pieniędzy na narkotykach i nie powinna kraść nam wyników naszych badań… – Barbile przestała płakać. Siedziała, trzęsąc się z emocji. Nocni goście pozwolili jej mówić. – Pozostali chcieli już zapomnieć o sprawie, ale ja byłam naprawdę wściekła… Nie po to patrzyłam, jak się wykluwają i nie po to studiowałam ich zachowanie, żeby teraz jakiś przestępca zarabiał na nich krocie, produkując narkotyk…

Derkhan ledwie mogła uwierzyć w tak bezdenną naiwność. I to miała być informatorka Bena? Ta głupia, nie licząca się badaczka, którą zabolał fakt, iż skasowano jej program naukowy? Za coś takiego zdradziła prasie nielegalne posunięcia władz, sprowadzając sobie na głowę milicję i tajne służby?

– Barbile – odezwał się Isaac, tym razem znacznie ciszej i spokojniej. – Czym one są?

Magesta Barbile spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem.

– Czym one są? – powtórzyła sennie. – Te istoty, które wydostały się na wolność? Nasi podopieczni? To ćmy.

ROZDZIAŁ 31

Isaac skinął głową, jakby słowa, które usłyszał, niosły w sobie jakiś głębszy sens. Szykował się do zadania kolejnego pytania, ale Barbile już na niego nie patrzyła.

– Od razu wiedziałam, że uciekły. Poznałam po snach – powiedziała. – Nie miałam wątpliwości. Nie wiem tylko, w jaki sposób się wydostały, ale teraz chyba już widać, że sprzedanie ich było błędem, prawda? – W jej głosie słychać było rozpacz i triumf zarazem. – Vermishank ma za swoje.

Isaac drgnął spazmatycznie na dźwięk tego nazwiska. „Oczywiście” – pomyślała spokojnie jakaś część jego umysłu. „To całkiem sensowne, że akurat on bierze udział w takim przedsięwzięciu”. Inna część jego jestestwa wrzeszczała nieartykułowanie. Grimnebulin czuł, że na pozór nie związane ze sobą strzępy jego życia zaciskają się wokół niego jak dusząca sieć.

– Co Vermishank ma wspólnego z waszym projektem? – spytał ostrożnie. Przechwycił pytające spojrzenie Derkhan, która nie znała nazwiska akademika, ale domyślała się, że zna je Isaac.

– Jest szefem – odparła ze zdziwieniem Barbile. – Kierownikiem projektu.

– Przecież jest biotaumaturgiem, a nie zoologiem czy innym teoretykiem… Dlaczego akurat on?

– Biotaumaturgia to jego specjalizacja, ale nie jedyny obszar zainteresowań. Jest przede wszystkim administratorem projektu. Zarządza wszystkim, co wiąże się z niebezpieczeństwem organicznej natury: przetwarzaniem, bronią eksperymentalną, drapieżnikami, chorobami…

Vermishank był też kierownikiem Wydziału Nauk Ścisłych na Uniwersytecie Nowego Crobuzon. Piastował ważną, prestiżową funkcję. To, że tak intratnej posady nie powierzono by osobnikowi sprzeciwiającemu się polityce władz, było absolutnie pewne. Jednakże teraz dopiero Isaac zorientował się, jak dalece nie doceniał zaangażowania Vermishanka w sprawy państwa. Jego były szef był kimś więcej, niż tylko biernym potakiwaczem.

– Zatem to Vermishank sprzedał… ćmy? – upewnił się Isaac.

Barbile skinęła głową. Na zewnątrz zerwał się wiatr i okiennice zaczęły wściekle łomotać. Pan X rozejrzał się, szukając źródła hałasu. Pozostali nie odrywali oczu od kobiety siedzącej na kanapie.

– Skontaktowałam się z Fleksem, bo uznałam, że dzieje się coś złego – powiedziała. – Tymczasem stało się coś dziwnego… i ćmy są na wolności. Bogowie tylko wiedzą, jakim cudem uciekły.

1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 196
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)