Żebracy na koniach [Beggars Ride - pl]
- Автор: Кресс Нэнси
- Год: 1998
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7180-345-1
- Переводчик: Kinga Dobrowolska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Żebracy na koniach [Beggars Ride - pl]». Краткое содержание книги:
— A o których konkretnie ludziach tutaj mówimy? — Vicki położyła dłoń na udzie Jacksona. Nakrył ją swoją dłonią, a przez głowę przebiegło natychmiast: Gdzie tu mogą być kamery? Dwadzieścia jeden dni musieli się powstrzymywać, świadomi, że są wciąż podglądani i podsłuchiwani… Tylko że w jego helikopterze nie może być kamer. Czyżby? Siedział przecież całe trzy tygodnie pod kopułą Kelvin-Castner. Jasne, że są w nim kamery. A zresztą jest zbyt zmęczony na seks.
— O wszystkich ludziach — odparł. — O każdym. Po prostu ciągle robimy to, co robiliśmy zawsze, nawet kiedy nam nie wychodzi. Jennifer Sharifi wciąż próbowała opanować wszystko, co mogłoby zagrozić Azylowi. Miranda Sharifi nieodmiennie ufała, że coraz lepsza technika podniesie z kolan nas, ciemnych żebraków, którzy muszą spać. Kelvin-Castner wciąż tylko węszy za zyskiem, bez względu na to, dokąd ich to zaprowadzi. Lizzie zaczyna szperać, kiedy tylko zobaczy przed sobą jakiś system. Cazie… — urwał.
— …daje występ, kiedy tylko trafi na jakąś publiczność, która zaspokoi jej głód aplauzu — dokończyła uszczypliwie. — A ty, Jackson? Co ty robisz wciąż i wciąż od nowa?
Milczał.
— Nie pomyślałeś, żeby własną teorię zastosować do siebie? W takim razie ja ci ją zastosuję. Jackson wciąż będzie zakładał, że modele medyczne mogą wszystko w ludziach wyjaśnić. Określ procesy biochemiczne, a doskonale poznasz każdego.
Zerknął na nią z ukosa. Miała przymknięte powieki; nagle zrobiło mu się przykro, że nie widzi jej oczu. Wyjęła swoje ciepłe palce spod jego dłoni.
— Mówisz jak Theresa — odezwał się w końcu.
— Theresa — powtórzyła Vicki, nie otwierając oczu — właśnie się uczy robić coś zupełnie nowego. Bardzo odmiennego.
— To i tak jest kontrolowanie biochemii mózgu oparte na biologicznym sprzężeniu zwrotnym, które…
— Jesteś głupi, Jacksonie — oznajmiła Vicki. — Sama nie wiem, jak mogę być tak strasznie zakochana w facecie, który jest takim głupcem. Przyjrzyj się dobrze Theresie w chwili, kiedy dowie się, że neurofarmaceutyk może się rozprzestrzeniać. Tylko się jej przyjrzyj. A tymczasem… Pojazd, proszę się zatrzymać na najbliższej polance po lewej.
Kwiaty na polance nie były genomodyfikowane. Szorstka trawa pachniała dziką miętą. Powietrze było trochę za chłodne, przynajmniej jak dla nagich ciał. Ale Jackson przekonał się, że wcale nie jest tak bardzo zmęczony, jak mu się wydawało.
Potem Vicki mocno do niego przylgnęła, a jej długie, smukłe ciało znaczyły odciśnięte trawy i chwasty. Pachniała zgniecioną miętą. Pogłaskał gęsią skórkę na jej ciele. Poczuł, jak przyciśnięte do jego ramion usta wyginają się w uśmiechu.
— Tylko i wyłącznie biochemia, co, Jackson?
Roześmiał się; było mu za dobrze, żeby się złościć.
— Nigdy się nie poddajesz, co?
— Inaczej bym cię nie pociągała. Tylko i wyłącznie biochemia? Otoczył ją ramionami. Trzeba wracać do helikoptera, tu, na tym szorstkim polu było za twardo. Znajdowali się też na widoku.
A także narażali się na ukąszenia owadów. Co więcej, musiał się zobaczyć z Theresą, wrócić do Kelvin-Castner, wszcząć prawną batalię o to, by K-C podzieliło się swoimi danymi z CDC, skoro neurofarmaceutyk przestał być aktem terroryzmu, a stał się ogólnonarodowym kryzysem zdrowotnym…
W głosie Vicki zadźwięczał teraz zupełnie nieoczekiwany brak pewności — ta zaskakująca u niej cecha, która wypływała w zupełnie niespodziewanych okolicznościach:
— Jackson? Biochemia?
Przytulił ją mocniej.
— Nie biochemia. Miłość.
A była to zarazem prawda i nieprawda. Jak wszystko inne na tym świecie.
EPILOG
Listopad 2128
Włóczęgów i żebraków przysyła nam Zeus, a dar ten, choć drobny, jest cenny.