Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Mglawica Andromedy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Mglawica Andromedy

Электронная книга - «Mglawica Andromedy». Краткое содержание книги:

Fragment książki — Proszę włączyć powietrze — dał rozkaz Erg Noor pozostałym na statku. Dzieliła ich od tamtych nieprzepuszczalna ściana. Dopiero kiedy ciśnienie w komorze osiągnęło wysokość dziesięciu atmosfer i było wyższe niż zewnętrzne, dźwigi hydrauliczne wypchnęły ciasno przylegające drzwi. Ciśnienie powietrza niemal wyrzuciło ludzi z komory, nie pozwalając, aby z obcego świata przedostało się do wnętrza statku coś szkodliwego. Drzwi zatrzasnęły się gwałtownie. Smuga reflektora wyznaczyła jaskrawą drogę, po której badacze zaczęli kuśtykać na swoich sprężynowych nogach, ledwie dźwigając ciężkie ciała. Przy końcu świetlnej trasy widniał ogromny statek, ale nierówna, usiana kamieniami droga zdawała się ciągnąć bez końca.
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 85
Перейти на страницу:

Veda Kong!.. Zresztą ona wie wszystko. Veda kocha Erga Noora, członka Rady Astronautycznej, szefa trzydziestej siódmej wyprawy kosmicznej. Erg Noor powinien był dać znać o sobie z planety Zirda. Ale jeśli dotąd brak łączności — a wszystkie obliczenia dotyczące lotów kosmicznych są wyjątkowo ścisłe — nie wypada myśleć o zdobyciu miłości Vedy! Łączy ich jednak wektor przyjaźni, a to rzecz najważniejsza. Mimo wszystko zgadza się u niej pracować!

Dar Wiatr przesunął dźwignię i przycisnął guzik. Pokój zalało jaskrawe światło. Kryształowa szyba okienna stanowiła ścianę pomieszczenia wysuniętego w przestrzeń ponad ziemią i morzem. Dar Wiatr pochylił tę ścianę, ku sobie tak, że otworzył się widok na gwiaździste niebo. Metalowa rama odcięła setki świateł, dróg, budowli i latarń morskich w dole, na wybrzeżu.

Uwagę Dara Wiatra zaprzątała tarcza chronometru galaktycznego o trzech koncentrycznych pierścieniach podziałki. Nadawanie i odbieranie komunikatów na obwodzie Wielkiego Pierścienia odbywało się według czasu galaktycznego. Jeden obrót Galaktyki dokoła osi stanowił dobę galaktyczną.

Kolejna i ostatnia dla niego akcja nadawczo-odbiorcza miała nastąpić o godzinie dziewiątej rano, zgodnie z czasem Obserwatorium Tybetańskiego, więc tu, w śródziemnomorskim obserwatorium Rady, o drugiej godzinie w nocy. Pozostało zatem niewiele więcej ponad dwie godziny czasu.

Aparat na stole znowu zamigotał i zabrzęczał. Za przepierzeniem ukazał się człowiek w jasnej szacie, mieniącej się jedwabistym blaskiem.

Był to pomocnik Dara Wiatra.

— Przygotowaliśmy się do nadania i odbioru — rzucił krótko, bez jakichkolwiek zewnętrznych oznak szacunku, chociaż w spojrzeniu malowało się uwielbienie dla zwierzchnika.

Dar Wiatr milczał. Milczał także pomocnik, przybrawszy swobodną postawę, godności i dumy.

— W sali sześciennej? — zapytał wreszcie Dar Wiatr i otrzymawszy odpowiedź twierdzącą, zapytał, gdzie jest Mven Mas.

— Przy aparacie świeżości porannej. Jak mi się zdaje, jest zdenerwowany…

— Na jego miejscu byłbym także zdenerwowany — powiedział w zamyśleniu Dar Wiatr. — Tak właśnie było sześć lat temu…

Pomocnik aż się zaczerwienił z wysiłku, by przybrać maskę obojętności. Współczuł swemu szefowi z głębi gorącego, młodego serca. Zdawał sobie, być może, sprawę, że kiedyś sam przeżyje radości i troski tej odpowiedzialnej pracy. Kierownik stacji kosmicznych niczym nie zdradzał swoich uczuć — w jego wieku uchodziłoby to za nieprzyzwoite.

— Gdy się tylko zjawi Mven Mas, proszę go do mnie natychmiast wprowadzić.

Pomocnik wyszedł. Dar Wiatr zbliżył się do miejsca, gdzie przejrzyste przepierzenie było zaczernione od podłogi do sufitu, i szerokim gestem otworzył obydwa skrzydła drzwi, wprawione w płytę z różnokolorowego drzewa. Zajaśniało światło, płynące z głębi ekranu podobnego do zwierciadła.

Kierownik stacji kosmicznych włączył za pomocą osobnej dźwigienki „wektor przyjaźni” — bezpośredni kontakt między ludźmi związanymi głęboką przyjaźnią. Wektor przyjaźni łączył z sobą stale kilka miejsc najczęstszego pobytu człowieka — mieszkanie, miejsce pracy i ulubiony „kącik wypoczynku”.

Ekran zajaśniał. W jego głębi ukazały się rzędy szafek z filmami elektronowymi, które zastąpiły archaiczne fotokopie książek.

Kiedy ludzkość zaczęła się posługiwać jednolitym alfabetem zwanym liniowym — z powodu braku w nim znaków złożonych — filmowanie starych książek uległo dalszemu uproszczeniu i dokonywało się za pomocą mechanizmów automatycznych. Niebieskie, zielone i czerwone paski stanowiły znaki centralnych filmotek; przechowywano w nich wyniki badań naukowych, publikowanych zaledwie w dziesiątkach egzemplarzy. Wystarczyło zestawienie szeregu umownych znaków i filmoteka nadawała automatycznie całość tekstu książki-filmu. Ta zmechanizowana biblioteka stanowiła własność prywatną Vedy. Lekki trzask — obraz zniknął i na ekranie ukazał się inny pokój, także pusty. Wraz z drugim trzaskiem nastąpiło przeniesienie obrazu do sali ze słabo oświetlonymi stolikami pulpitowymi. Siedząca przy najbliższym stoliku kobieta uniosła głowę i Dar Wiatr rozpoznał miłą, pociągłą twarz o dużych błękitnych oczach, wydatnych, śmiało zarysowanych wargach i z lekka zadartym nosku. Życzliwy uśmiech czynił tę twarz jeszcze bardziej pociągającą.

— Vedo, pozostały dwie godziny. Trzeba się przebrać, a chciałbym, żeby pani przyszła do obserwatorium wcześniej.

Kobieta na ekranie uniosła ręce ku gęstym, jasnopopielatym włosom.

— Słucham cię, mój Darze — roześmiała się z cicha. — Idę do domu. Wesołość tonu nie zmyliła słuchu Dara Wiatra.

— Dzielna Vedo, niech się pani uspokoi. Każdy, kto występuje przed Wielkim Pierścieniem, kiedyś występował po raz pierwszy…

— Proszę nie tracić czasu po to, żeby mnie pocieszać — podniosła z uporem głowę. — Niebawem przyjdę.

Ekran zgasł. Dar Wiatr przymknął drzwi i skierował się w głąb, by powitać swego następcę. Mven Mas wszedł szerokim krokiem. Rysy twarzy i ciemnobrązowa barwa gładkiej i lśniącej skóry świadczyły o murzyńskim pochodzeniu. Z potężnych ramion spływał ciężkimi fałdami biały płaszcz. Mven Mas uścisnął obie dłonie Dara Wiatra w swoich mocnych, szczupłych rękach. Obaj byli wysokiego wzrostu. Wiatr, który pochodził z rosyjskiego ludu, wydawał się masywniejszy od smukłego Afrykańczyka.

— Wydaje mi się, że dziś zajdzie coś ważnego — zaczął Mven Mas z tą ufną prostotą, jaka cechowała ludzi ery Wielkiego Pierścienia.

Dar Wiatr wzruszył ramionami.

— Coś ważnego nastąpi dla wszystkich trojga. Ja przekażę moją pracę, pan ją podejmie, a Veda Kong po raz pierwszy przemówi do wszechświata.

— Jest bardzo piękna? — odezwał się Mven Mas na pół pytająco, na pół twierdząco.

— Zobaczy pan. Zresztą, w komunikatach dzisiejszych nie ma nic szczególnego. Veda wygłosi odczyt dla planety KRZ 664456 + ESz 3252.

Mven Mas dokonał w pamięci zadziwiająco szybkiego obliczenia:

— Gwiazdozbiór Jednorożca, Gwiazda Ross 614, system planetarny znany od niepamiętnych czasów, ale jak dotąd ich mieszkańcy nie wykazali się niczym. Lubię starodawne słowa i nazwy — dodał Mven, a w jego głosie zabrzmiała ledwo dosłyszalna nuta przeprosin.

Dar Wiatr pomyślał, że Rada umie dobierać właściwych ludzi. Głośno zaś rzekł:

— Będzie więc panu dobrze z Juniusem Antem, który kieruje elektronowymi mechanizmami pamięciowymi. Sam siebie mianował kierownikiem wydziału lamp pamięci. Określenie to, oczywiście, pochodzi nie od lampki, ubogiego kaganka starożytności, lecz od pierwszych elektronowych przyrządów w szklanych, niezdarnych kloszach z wypompowanym powietrzem, które przypominały ówczesne żarówki elektryczne.

Mven Mas roześmiał się tak poczciwie i szczerze, że Dar Wiatr poczuł sympatię do tego człowieka.

— Lampy pamięci! Nasze sieci pamięciowe, korytarze ciągnące się całymi kilometrami, złożone z miliardów elementów-komórek! — Ale, ale ja tu puszczam wodze swoim uczuciom, a nie dowiedziałem się bardzo ważnej rzeczy. Kiedy przemówiła Ross 614?

— Pięćdziesiąt dwa lata temu. Zdołali już opanować język Wielkiego Pierścienia. Odległość do nich wynosi zaledwie cztery parseki. Odczyt Vedy odbiorą więc za trzynaście lat.

— A potem?

— Po odczycie odbiór. Od naszych przyjaciół otrzymamy zapewne jakieś wiadomości z Pierścienia.

— Przez sześćdziesiątą pierwszą Łabędzia?

1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)