Znajomi Na Stanowiskach
- Автор: Леон Донна
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Znajomi Na Stanowiskach». Краткое содержание книги:
Kiedy się okazuje, że komisarz owego zezwolenia nie posiada, wobec czego mieszkaniu może grozić rozbiórka, pierwszym odruchem złapanego w pułapkę administracji Brunettiego jest rozejrzeć się za znajomymi, którzy mogliby w jego interesie wywrzeć presję w odpowiednim urzędzie. Lecz kiedy rzeczony urzędnik dzwoni do niego do pracy, najwyraźniej czymś przestraszony, a następnie przechodnie znajdują go martwego pod rusztowaniem opuszczonego budynku, okazuje się, że los mieszkania komisarza jest zaledwie kroplą w morzu innych, dużo poważniejszych problemów weneckiej codzienności. Brunetti odrzuca sugestię administracji i zwierzchników, jakoby śmierć młodego urzędnika była przypadkowa. W trakcie śledztwa, rozpoczętego na własną rękę, wkracza na nieznane mu tereny narkotyków i lichwiarstwa; żeby nie stracić orientacji, musi poruszyć sprężyny wszystkich posiadanych znajomości.
Brunetti ruszył przez wysoko sklepiony hol szpitala, ślepy na jego urodę. Świadomym wysiłkiem woli odsuwał od siebie wszystkie opowieści, jakie słyszał o obrosłej już legendą nieskuteczności szpitali publicznych. Rossiego przeniesiono na oddział ortopedii, gdzie zmarł. Tylko to powinno go w tej chwili interesować. Idąc korytarzami, nie mógł jednak oprzeć się wrażeniu, że znajduje się w jednym z tych wielkich – nowojorskich czy londyńskich – teatrów, w których przez całe lata idzie ten sam spektakl, zmienia się tylko obsada. Jedni odchodzą na emeryturę, drudzy – do innych ról, ale temat i kostiumy pozostają te same. Wydało mu się nagle, że jest widzem, a mężczyźni i kobiety przesuwający się pod łukowatym sklepieniem, w szlafrokach i piżamach, w gipsie czy o kulach, to aktorzy, a niektórzy z nich, tak jak Rossi, czasem schodzą ze sceny na zawsze.
Kiedy dotarł na oddział ortopedii, zobaczył u szczytu schodów jakąś próżnującą pielęgniarkę, która stała i paliła papierosa. Gdy zauważyła nadchodzącego Brunettiego, zdusiła niedopałek w papierowym kubeczku i otworzyła drzwi, żeby wrócić na oddział.
– Bardzo przepraszam – rzekł Brunetti, wślizgując się za nią.
Wyrzuciła kubeczek i odwróciła się.
– Tak? – rzuciła obojętnie, ledwo na niego spojrzawszy.
– Przyszedłem w sprawie Franca Rossiego – powiedział. – Portier na dole mówił, że jest na tym oddziale.
Pielęgniarka popatrzyła na niego uważniej i jakby cieplej. Najwidoczniej z tego powodu, że pytał o osobę, która dopiero co zmarła, zasługiwał na więcej sympatii.
– Czy jest pan krewnym? – spytała.
– Nie, przyjacielem.
– Tak mi przykro – powiedziała i w głosie jej nie było już zawodowej obojętności, tylko szczere współczucie.
Brunetti podziękował jej.
– A co się właściwie stało? – zapytał.
Pielęgniarka ruszyła przodem. Brunetti, myśląc, że prowadzi go do Rossiego, poszedł za nią.
– Przywieźli go w sobotę po południu – usłyszał. – Tam na dole zbadali go i stwierdzili, że ma złamane obie ręce, więc odesłali go od razu do nas.
– Ale w papierach jest napisane, że był nieprzytomny.
Pielęgniarka przyspieszyła kroku, idąc do wahadłowych drzwi na końcu korytarza.
– Nie mogę nic na ten temat powiedzieć. Już jak go przywieźli, był nieprzytomny.
– Nieprzytomny? Dlaczego?
Pielęgniarka milczała, jakby zastanawiając się, co może mu wyjawić.
– Musiał przy upadku uderzyć się w głowę.
– A może pani wie, z jakiej wysokości spadł?
Pokręciła przecząco głową i pchnęła drzwi, przytrzymując je dla niego. Znaleźli się w dużym, pustym pomieszczeniu, w którego kącie stało samotne biurko. Pielęgniarka milczała.
– Czy był bardzo poraniony? – Brunetti postanowił spytać o coś innego.
Pielęgniarka zawahała się i rzekła:
– Lepiej będzie, jeśli pan zapyta jednego z lekarzy.
– Czy to te obrażenia głowy spowodowały śmierć?
Nie wiedzieć czemu miał wrażenie, że przy każdym jego pytaniu pielęgniarka jakby sztywnieje, a jej głos staje się coraz bardziej obojętny i chłodny.
– O to również musi pan spytać lekarza.
– Ale ja wciąż nie rozumiem, dlaczego on znalazł się na tym oddziale.
– Z powodu połamanych rąk – powiedziała.
– Ale jeśli rany na głowie… – zaczął Brunetti, lecz siostra już podeszła do innych wahadłowych drzwi, na lewo od biurka.
– Może lepiej wyjaśnią to panu na dole, na oddziale pomocy doraźnej. Proszę zapytać o doktora Carraro – rzuciła przez ramię i znikła.
Brunetti zbiegł na dół. Tam wyjaśnił dyżurnej pielęgniarce, że jest przyjacielem Franca Rossiego, tego, który zmarł zaraz po przyjęciu na oddział, i że chciałby, jeśli można, porozmawiać z doktorem Carraro. Pielęgniarka spytała go o nazwisko, kazała mu zaczekać i poszła poszukać lekarza. Pod ścianą stał rząd plastikowych krzeseł. Brunetti usiadł. Nagle poczuł się bardzo zmęczony.
Po mniej więcej dziesięciu minutach przez wahadłowe drzwi wszedł mężczyzna w białym kitlu. Trzymając ręce w kieszeniach, zrobił kilka kroków w kierunku Brunettiego i zatrzymał się, najwyraźniej w oczekiwaniu, że ten wstanie i do niego podejdzie. Jak wielu niskich mężczyzn, poruszał się rozkołysanym agresywnym krokiem. Miał kręcone siwe włosy przylizane brylantyną i czerwonawe policzki, które bardziej niż o zdrowiu świadczyły o nadużywaniu alkoholu. Brunetti podniósł się uprzejmie z krzesła i podszedł do lekarza. Był od niego wyższy co najmniej o głowę.
– Kim pan jest? – spytał Carraro z urazą, ponieważ tak jak prawie zawsze, gdy rozpoczynał rozmowę, musiał popatrzeć w górę.
– Być może powiedziała to już panu pielęgniarka, dottore. Jestem znajomym signora Rossiego – rzekł Brunetti.
– Gdzie jest jego rodzina? – spytał lekarz.
– Nie wiem. Czy ich w ogóle zawiadomiono?
Uraza lekarza przeszła w irytację – co ten człowiek sobie myśli? Że on, Carraro, nie ma nic lepszego do roboty, jak tylko siedzieć i wydzwaniać w poszukiwaniu członków rodziny osób, którym akurat się zmarło? Nie odpowiedział więc na pytanie Brunettiego, a za to sam spytał:
– Czego pan sobie życzy?
– Chciałbym znać przyczynę śmierci signora Rossiego – oznajmił Brunetti spokojnie.
– Co to pana obchodzi?
„Il Gazzettino” często przypominała, że w Ospedale Civile brakowało wykwalifikowanego personelu; że szpital był przepełniony, a lekarze często zmuszeni pracować po godzinach.
– Czy przywieziono go na pana dyżur, dottore? – spytał Brunetti, nie zważając na napastliwy ton.
– Zadałem panu pytanie, kim pan jest. – Carraro był wyraźnie w wojowniczym nastroju.
– Nazywam się Guido Brunetti – wyjaśnił spokojnie komisarz. – O tym, że signor Rossi przebywa tutaj, dowiedziałem się z gazety, przyszedłem więc go odwiedzić. Portier poinformował mnie, że on umarł, i skierował mnie tutaj.
– Po co?
– Między innymi żeby się dowiedzieć, jaka była przyczyna jego śmierci.
– Co to znaczy „między innymi”? – Twarz doktora zaczerwieniła się do tego stopnia, że nie trzeba było być lekarzem, aby uznać to za groźny objaw.
– Powtarzam się, dottore – rzeki Brunetti z obłudnym uśmiechem – ale chciałbym poznać przyczynę śmierci.
– Powiedział pan, ze jest znajomym zmarłego, prawda?
– Tak.
– Więc nie mam obowiązku udzielić panu takiej informacji. Takiej informacji udziela się wyłącznie najbliższej rodzinie.
– Kiedy będzie sekcja, dottore? – spytał Brunetti, jakby nie usłyszał tych słów.
– Kiedy będzie co?! – wykrzyknął oburzony Carraro, po czym ruszył ku drzwiom, z pogardą nadymając tors. Nie zamierzał ani chwili dłużej przebywać w towarzystwie tego bezczelnego dyletanta.
– Kiedy będzie przeprowadzona sekcja? – powtórzył Brunetti, rezygnując z grzecznościowych form i tytułów.
Lekarz odwrócił się i wykonując nieco melodramatyczny gest, szybko podszedł z powrotem do Brunettiego.
– O tym zdecyduje szpital, signore. I naprawdę nie sądzę, żeby pana to w jakikolwiek sposób dotyczyło.
Dlaczego on się tak denerwuje, pomyślał Brunetti, przecież zadaję zupełnie niewinne pytania.
Wyciągnął portfel z legitymacją. Przytrzymał ją wyżej, żeby Carraro musiał podnieść głowę, aby odczytać treść. Lekarz chwycił ją i przyciągnął sobie do oczu.
– Więc kiedy będzie sekcja, dottore?
Carraro, wciąż skupiony na legitymacji Brunettiego, jakby wpatrywanie się w nią mogło ją zmienić lub nadać jej nowe znaczenie, zajrzał na odwrotną stronę, która zawierała tyle samo użytecznych informacji, co obecnie jego umysł. Kiedy się w końcu odezwał, w jego głosie już nie było arogancji.