Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Tańczący Trumniarz
Tańczący Trumniarz - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tańczący Trumniarz

Электронная книга - «Tańczący Trumniarz». Краткое содержание книги:

Detektyw Lincoln Rhyme, duma i chwała nowojorskiej policji kryminalnej, ściga nieuchwytnego, seryjnego mordercę zwanego Tańczącym Trumniarzem. Ten niezwykle inteligentny zbrodniarz uderza znienacka, błyskawicznie, zawsze w odmienny sposób, po czym znika bez śladu. Tylko jedna z jego ofiar zauważyła charakterystyczny szczegół, o którym przed śmiercią zdążyła powiedzieć policji. Ten szczegół to niezwykły tatuaż na ramieniu mordercy, przedstawiający śmierć tańczącą z kobietą przed otwartą trumną.Co oznacza zagadkowy tatuaż? Czy ta skromna wskazówka pomoże Rhyme'owi ocalić kolejne ofiary działającego z żelazną konsekwencją zabójcy? Opromieniony sławą detektyw zdaje sobie sprawę, że oto trafił na godnego siebie przeciwnika, najbardziej zaś dręczy go graniczące z pewnością przeczucie, że już gdzieś, kiedyś go spotkał…
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 93
Перейти на страницу:

Stephen stał w pustym budynku, którego okna wychodziły na oblany ostrym światłem zachodzącego słońca dziedziniec i jak szaleniec zataczał kółka w miejscu.

Kto to był? Co tu robił? Może był tylko wytworem jego wyobraźni? Podobnie jak ojczymowi Stephena zdawało się, że w gniazdach jastrzębi na dębach Wirginii Zachodniej widzi snajperów.

Twarz w oknie patrzyła na niego w sposób, w jaki czasem przyglądał mu się ojczym – nieruchomym, badawczym spojrzeniem. Stephen przypomniał sobie, co wtedy myślał młody Stephen: Spieprzyłem? Poradziłem sobie? Co on o mnie myśli?

Nie mógł dłużej czekać, więc wrócił do hotelu w Waszyngtonie.

Stephen odniósł już ranę postrzałową, był pobity i zraniony nożem. Nic jednak nie wstrząsnęło nim tak, jak tamto wydarzenie w Alexandrii. Ani razu nie prześladowały go twarze ofiar, żywe lub martwe. Lecz ta twarz w oknie była jak pełznący po nodze robak.

Skulił się…

I dokładnie tak samo czuł się teraz, widząc zbliżające się z obu końców Lexington tyraliery policjantów. Samochody trąbiły, kierowcy się niecierpliwili. Lecz gliniarze, na nic nie zważając, uparcie kontynuowali poszukiwania. Lada minuta mogli go zauważyć – atletycznie zbudowanego, samotnego białego mężczyznę z pudłem od gitary, w którym mógł nosić najlepszy na świecie karabin snajperski.

Jego oczy spoczęły na ciemnych i brudnych oknach wychodzących na ulicę.

Modlił się, by nie zobaczyć wyglądającej z nich twarzy.

Żołnierzu, o czym ty mówisz, do kurwy nędzy?

Melduję, że…

Przeprowadzić rozpoznanie.

Tak jest.

Do jego nozdrzy doszedł gorzki zapach spalenizny.

Odwrócił się i stwierdził, że stoi przed lokalem Starbucksa. Wszedł do środka, przez chwilę udawał, że studiuje menu, podczas gdy w rzeczywistości obserwował klientów.

Przy jednym stoliku, na wątłym i niewygodnym krzesełku siedziała samotnie dość pulchna kobieta. Czytała czasopismo, trzymając w dłoni spory kubek herbaty. Była przysadzista, miała niewiele ponad trzydzieści lat, szeroką twarz i pokaźny nos. Lesbijka…?

Nie, chyba jednak nie. Studiując numer „Vogue’a”, miała w oczach raczej zawiść niż pożądanie.

Stephen kupił herbatkę ziołową, z rumianku. Wziął kubek i zaczął iść w stronę stolika pod oknem. Kiedy mijał grubą kobietę, kubek wyśliznął mu się z dłoni, lądując na drugim krześle, a gorąca herbata rozprysła się po całej podłodze. Kobieta odruchowo cofnęła się, z zaskoczeniem spoglądając na przerażoną minę Stephena.

– Boże drogi – wyszeptał. – Tak mi przykro! – Złapał garść serwetek. – Mam nadzieję, że pani nie oparzyłem!

Percey Clay uwolniła się z rąk młodego detektywa, który przycisnął ją do podłogi.

Matka Eda, Joan Carney, leżała kilka stóp dalej, a na jej twarzy malowały się szok i zaskoczenie.

Brit Hale stał, ale przyciśnięty do ściany przez dwóch gliniarzy. Wyglądało, jak gdyby go aresztowali.

– Przepraszam, pani Clay – rzekł jeden z policjantów. – My właśnie…

– Co się dzieje? – pytał szczerze zdumiony Brit. W przeciwieństwie do Eda, Rona Talbota i samej Percey nie miał wcześniej do czynienia z armią i nie brał udziału w żadnej walce. Był jednak nieustraszony. Nigdy nie nosił tradycyjnych koszul pilotów, białych z krótkimi rękawami, ale z długimi, aby ukryć ciemne blizny po oparzeniach, pamiątkę po wypadku sprzed kilku lat, kiedy wszedł do płonącej cessny 150, by uratować pilota i pasażera. Lecz takie rzeczy jak przestępstwo i celowe czynienie zła były mu zupełnie obce.

– Dostaliśmy telefon od grupy specjalnej – wyjaśnił detektyw. – Ich zdaniem człowiek, który zabił pana Carneya, wrócił. Prawdopodobnie ze względu na państwa oboje. Pan Rhyme sądzi, że to zabójca był kierowcą czarnej furgonetki, którą dziś pani widziała.

– Ci ludzie mieli nas pilnować – warknęła Percey, wskazując głową dwóch wcześniej przybyłych policjantów.

– Jezu – mruknął Hale, wyglądając przez okno. – Pod domem jest chyba ze dwudziestu gliniarzy.

– Proszę nie podchodzić do okna – polecił mu stanowczym głosem detektyw. – On może siedzieć na dachu. Miejsce nie jest jeszcze bezpieczne.

Percey usłyszała tupot nóg na schodach.

– Na dachu? – powtórzyła cierpko. – A może przebija tunel do piwnicy? – Otoczyła ramieniem panią Carney. – Nic ci nie jest, mamo?

– Co się dzieje, o co chodzi?

– Mogą być państwo w niebezpieczeństwie – powiedział policjant. – Pani nie – dodał, zwracając się do matki Eda. – Ale pani Clay i pan Hale. Dlatego że są świadkami w pewnej sprawie. Mamy zabezpieczyć teren i oddać ich grupie specjalnej.

– Rozmawiali z nim już? – spytał Hale.

– Jeszcze nie wiadomo, kto to jest.

– Mam na myśli człowieka, przeciw któremu mamy zeznawać – odrzekł Brit. – Hansena.

Świat Hale’a był światem logiki. Światem ludzi rozsądnych. Maszyn, cyfr i układów hydraulicznych. Jego trzy małżeństwa zakończyły się niepowodzeniem, ponieważ największe uczucie żywił do aerodynamiki, a najlepiej czuł się w kabinie pilotów, gdzie niepodzielnie rządziła logika. Hale odgarnął z czoła włosy i rzekł:

– Wystarczy go zapytać. Powie wam, gdzie jest zabójca. Przecież to on go wynajął.

– Nie sądzę, żeby to było takie proste.

W drzwiach pojawił się jeszcze jeden policjant i zameldował:

– Ulica bezpieczna.

– Zechcą państwo iść z nami. Oboje.

– A co z matką Eda?

– Mieszka pani w okolicy? – zapytał policjant.

– Nie. Zatrzymałam się u siostry – odrzekła pani Carney. – W Saddle River.

– Odwieziemy tam panią i wystawimy przed domem kogoś z policji New Jersey. Pani nie ma związków z tą sprawą, więc jestem pewien, że nie ma powodów do niepokoju.

– Och, Percey.

Kobiety padły sobie w objęcia.

– Wszystko będzie dobrze, mamo. – Percey z trudem powstrzymywała łzy.

– Nie, nie będzie – powiedziała wątła kobieta. – Nigdy już nie będzie dobrze…

Funkcjonariusz zaprowadził ją do radiowozu.

Percey patrzyła, jak samochód odjeżdża, a potem zapytała policjanta stojącego obok:

– Dokąd jedziemy?

– Na spotkanie z Lincolnem Rhyme’em.

Inny gliniarz rzekł:

– Wyjdziemy z domu razem, będą państwo szli między dwoma funkcjonariuszami. Proszę trzymać głowy opuszczone i nie podnosić ich pod żadnym pozorem. Idziemy do tamtej furgonetki, drugiej, widzą państwo? W samochodzie proszę nie wyglądać przez okna i zapiąć pasy. Będziemy jechać dość szybko. Jakieś pytania?

Percey otworzyła piersiówkę i pociągnęła łyk burbona.

– Tak. Kto to jest Lincoln Rhyme?

– Pani ją uszyła? Sama?

– Tak – powiedziała kobieta, obciągając wyszywaną kamizelkę, która podobnie jak spódnica w kratę była odrobinę za duża, aby zamaskować jej obfitą figurę. Ścieg przypominał pierścienie na ciele dżdżownic. Wzdrygnął się z obrzydzeniem.

Mimo to uśmiechnął się i powiedział:

– Zdumiewające. – Wcześniej starł rozlaną herbatę i przeprosił ją jak dżentelmen, którego od czasu do czasu umiał udawać jego ojczym.

Zapytał, czy może się przysiąść do jej stolika.

– Hm, chyba tak – rzekła zawstydzona, chowając „Vogue’a” do płóciennej torby, jak gdyby było to pisemko pornograficzne.

– Ach, przy okazji – powiedział Stephen. – Nazywam się Sam Levine.

Na dźwięk tego nazwiska przyjrzała się nieufnie jego aryjskim rysom.

– Przeważnie wystarcza Sammie – dodał. – Tylko kiedy coś przeskrobię, mama nazywa mnie Samuelem. – Zachichotał.

– Będę cię nazywać „przyjacielem” – oznajmiła. – Jestem Sheila Horowitz.

1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 93
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)