Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Kostnica - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kostnica

Электронная книга - «Kostnica». Краткое содержание книги:

Profesor Nathan Underhill, próbuje wyhodować mitycznego gryfa, by z niego pozyskać materiał do badań nad komórkami macierzystymi i zastosowaniem ich w leczeniu wielu chorób, wobec których medycyna była dotychczas bezradna. Doktor Christian Zauber, dyrektor Domu Spokojnej Starości Murdstone, także pracuje nad odtworzeniem mitycznej istoty – bazyliszka. On jednak korzysta w swej pracy z alchemii i czarnej magii. Podczas nocnej wizyty w domu starców, Nathan i jego żona Grace odkrywają potworną tajemnicę Zaubera. Niestety wyprawa kończy się tragicznie – Grace, porażona spojrzeniem bazyliszka, zapada w śpiączkę. Tymczasem doktor Zauber znika. Na pomoc Nathanowi przychodzi młoda dziennikarka, która trafia na ślad doktora ukrywającego się w Krakowie. W pięknej scenerii krakowskiej Starówki rozpoczyna się śmiertelna gra, w której amerykański naukowiec walczy o życie z przerażającym potworem powołanym do życia przez szaleńca o nadludzkich zdolnościach.
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 52
Перейти на страницу:

– Wiem tylko, że Dań przed chwilą oddychał w identyczny sposób. Zupełnie jak gdyby ten oddech domu zagnieździł się w nim. Jakby był opętany.

Doktor Jarvis odłożył kartotekę tuż obok miski z winogronami dla Dana Machina.

– Czy jest pan pełnoprawnym członkiem klubu świrów czy jedynie członkiem towarzyszącym? – zapytał.

Tym razem nie obraziłem się.

– Wiem, że to trudno zrozumieć – powiedziałem. – Sam tego nie rozumiem. Ale te objawy właśnie przypominają opętanie. Słyszałem, jak ten dom oddycha, i słyszałem, jak Dań oddychał chwilę temu, kiedy miał całkiem czerwone oczy. Wydawało mi się, że oddechy domu i Dana są takie same.

Doktor Jarvis popatrzył w dół na Dana i potrząsnął głową.

– To najwyraźniej psychosomatyczne – powiedział. – Wczoraj wieczorem słyszał ten odgłos oddychania i do tego stopnia go to wystraszyło, że zaczai się z nim identyfikować i oddychać podobnie.

– No, może. Ale co spowodowało u niego te czerwone oczy?

Doktor Jarvis westchnął głęboko.

– Załamanie światła – odparł równym głosem.

– Załamanie światła? Panie doktorze!

Jarvis popatrzył na mnie hardo.

– Słyszał pan – warknął. – Załamanie światła.

– Widziałem to na własne oczy! I pan także!

– Niczego nie widziałem. To znaczy, nie widziałem niczego, co byłoby możliwe z medycznego punktu widzenia. I myślę, że lepiej pamiętajmy o tym obaj, zanim zaczniemy rozpowiadać ludziom.

– Ale pielęgniarka…

Doktor Jarvis machnął pogardliwie ręką.

– W tym szpitalu pielęgniarki mają status przebranych pokojówek.

Nachyliłem się nad Danem i przyjrzałem się bacznie jego woskowej twarzy. Dostrzegłem, że poruszał wargami, szepcząc we śnie.

– Panie doktorze, ten facet nie jest zwyczajnie chory – powiedziałem. – Z nim coś jest bardzo nie w porządku. Co teraz zrobimy?

– Możemy zrobić tylko jedno: postawić diagnozę i udzielić mu odpowiedniej medycznej pomocy. Niestety, tutaj nie przeprowadzamy egzorcyzmów. W ogóle nie wierzę, aby jego stan był gorszy od hipersugestywności. Pana przyjacielowi wydawało się, że w tamtym domu faktycznie słyszy oddychanie. Wpadł w histerię. Prawdopodobnie był to jego własny oddech.

– Ale ja też to słyszałem.

– Może – powiedział jakby od niechcenia.

– Panie doktorze – odezwałem się ze złością. Ale doktor Jarvis zaatakował mnie, uniemożliwiając mi przedstawienie mu moich racji.

– Zanim zacznie mnie pan karcić za brak wyobraźni, proszę sobie przypomnieć, że ja tutaj pracuję – burknął. – Wszystkie moje poczynania muszą być uzasadnione przed radą szpitalną, a jeżeli zacznę opowiadać o opętaniu przez demony lub o oczach, które świecą czerwono w ciemności, nagle okaże się, że na pewien czas wniosek o mój awans trafił na półkę, a ja nie będę miał dostępu do połowy potrzebnych mi urządzeń i finansów.

Obszedł łóżko i stanął na wprost mnie. Niskim, naglącym głosem powiedział:

– Widziałem, jak oczy pana Machina zrobiły się czerwone, i pan też to widział. Jeżeli mamy coś na to poradzić, przedsięwziąć coś skutecznego, to najlepiej nic o tym nie mówić. Rozumie pan?

Przyjrzałem się mu z ciekawością.

– Czy usiłuje mi pan powiedzieć, że wierzy w jego opętanie?

– Niczego nie usiłuję panu powiedzieć. Nie wierzę w demony i nie wierzę w opętanie. Ale jestem przekonany, że w tym przypadku musimy radzić sobie sami, bez powiadamiania władz szpitala.

W tej chwili Dań poruszył się i jęknął. Poczułem, że ze strachu włosy stają mi dęba, lecz gdy się odezwał, najwyraźniej był we względnie normalnym stanie.

– John… – wymamrotał. – John… Nachyliłem się nad nim. Oczy miał ledwo otwarte, a usta spierzchnięte.

– Jestem tu, Dań. Co się dzieje? Jak się czujesz?

– John… – szepnął. – Nie opuszczaj mnie…

Popatrzyłem na doktora Jarvisa.

– W porządku, Dań. Nikt cię nie opuści.

Dań uniósł z trudem rękę.

– Nie pozwól mi odejść, John. To serce. Nie opuszczaj mnie.

Doktor podszedł bliżej.

– Pana serce? Czy czuje pan ucisk? Ból? Czy boli pana serce?

Dań potrząsnął głową, ćwierć centymetra w każdą stronę.

– To serce – powiedział ledwo słyszalnym głosem. – Bije i bije, i bije. Wciąż bije. To serce, John, ono wciąż bije! Wciąż bije!

– Dań – wyszeptałem nagląco. – Dań, nie możesz doprowadzać siebie do takiego stanu! Dań! Na rany Chrystusa!

Ale doktor Jarvis mnie odciągnął. Dań z powrotem opadł na poduszkę, zamykając oczy. Jego oddech stał się powolny i regularny, powolny, bolesny i ciężki. Mimo że w dalszym ciągu przypominał mi oddychanie, jakie słyszeliśmy w domu Seumoura Wallisa, wydawało mi się, że wreszcie ten oddech pozwoli Danowi odpocząć. Wyprostowałem się, wstrząśnięty i zmęczony.

– Teraz powinno mu ulżyć. Przynajmniej na godzinę lub dwie – powiedział doktor Jarvis cichym głosem. – Te ataki zdają się nasilać w regularnych odstępach dziewięćdziesięciominutowych.

– Czy domyśla się pan, co może być przyczyną? – zapytałem.

Wzruszył ramionami. – Przyczyn może być wiele. Ale dziewięćdziesiąt minut to okres między cyklami REM, to znaczy snu, podczas którego ludzie mają najbardziej wyraziste marzenia.

Przyjrzał się ściągniętej i wymizerowanej twarzy Dana.

– Mówił mi wcześniej o snach – powiedziałem. – Miał sny o kołatkach, które ożywają, i poruszających się statuetkach. Tego rodzaju rzeczy. Wszystko miało związek z tym domem, gdzie byliśmy zeszłego wieczoru.

– Czy pan ma zamiar tam wrócić? Do tego domu? – zapytał doktor Jarvis.

– Zamierzam tam iść dziś wieczorem. Jeden z naszych ludzi z działu inżynieryjnego uważa, że to, co myśmy słyszeli, było nietypowym przeciągiem. Dlaczego pan pyta?

Doktor Jarvis nie odrywał oczu od Dana.

– Chciałbym z panami pójść. Dzieje się tu coś, czego nie rozumiem, a chcę zrozumieć.

Uniosłem jedną brew.

– I tak nagle przestał się pan czuć pewny siebie?

Mruknął:

– Dobrze, należało mi się to. Ale mimo wszystko chciałbym do was dołączyć.

Po raz ostatni rzuciłem okiem na Dana, który blady jak trup leżał na łóżku szpitalnym. Powiedziałem bardzo cicho:

– Dobrze. To numer tysiąc pięćset pięćdziesiąt jeden Pilarcitos. Punktualnie o dziewiątej.

1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 52
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)