Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Kruchość Porcelany - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kruchość Porcelany

Электронная книга - «Kruchość Porcelany». Краткое содержание книги:

Powieść Moniki Sawickiej wciągając czytelnika w świat dobrze mu znanej konwencjonalnej prozy dochodzi do spraw poważnych i pokazuje, jak się nie załamywać, jak nie tracić nadziei i znajdować w sobie siły. I takie jest przesłanie tej powieści, która udanie godzi konwencję bridgetową z dramatyczną refleksją nad życiem i tak że jest nową jakością w całym gatunku, bo pokazuje, jak niewiele wspólnego ma on z realizmem, choć udaje, jak może. Leszek Bugajski. Wydanie drugie zawiera bonus fragment powieści Siłaczka, będącej kontynuacją losów Zuzanny.
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 41
Перейти на страницу:

Monika Sawicka

Kruchość Porcelany

Podziękowania

Z serca całego dziękuję:

Patronom medialnym oraz: Leszkowi Bugajskiemu i Januszowi Leonowi Wiśniewskiemu – za to że podarowali mi swój czasu i przeczytali powieść, a także za to, że zagrzewali mnie do walki.

Rodzicom szalonym moim – przede wszystkim za geny (w zasadzie jestem zadowolona).

Mamie – za jej serce i za to, że jednak mnie nie udusiła w kołysce poduszką.

Tacie – on wie za co. A także za to, że mnie przed śmiercią od owej poduszki uratował.

Babci i Dziadkowi – za to, że są najwspanialsi na świecie. Babci – że miała zawsze do mnie cierpliwość i kocha mnie bardzo. Dziadziusiowi – że spełniał wszystkie moje zachcianki i nosił mnie na rękach do ósmego roku życia, gdy nogami ciągnęłam już po ziemi.

Moim Przyjaciółkom: Kasi Trofimow-Michalskiej – że zawsze przy mnie jest. Anicie Szymczak-Czajkowskiej – że całe życie ratowała mnie na matematyce.

Wróżce – za to, że skutecznie namawiała mnie, abym wreszcie zrobiła coś dla siebie.

Przyjaciołom z portalu www.martyna.korba.pl – za to, że wierzyli we mnie nawet wtedy, gdy ja w siebie wierzyć przestałam. Bez ich uporu i optymizmu, który we mnie zaszczepili „Kruchość porcelany” leżałaby do dziś w szufladzie.

Szczególnie dziękuję: Pomerance, Mimozie, Jakubowi, Jagodzie, Splash, Cati, Driadzie, Emce, Gosi H., Eszkowi, Jacarowi, Iskierce, Elisabecie, Przechodniowi, Asi Szeligowskiej, Tio, Karolinie, Kami, Żurusiowi, Maryśce, Jagnie.

Przepraszam wszystkich, których pominęłam. To nie z powodu lekceważenia, lecz prawdopodobnie postępującej miażdżycy, która objawia się galopującą sklerozą Dziękuję także moim nauczycielom języka polskiego: z SP 137 (1980-1988) oraz z XXI LO w Łodzi (matura 1991) – zaszczepiliście we mnie miłość do „pióra”.

Ale najszczególniej i najmocniej chcę podziękować komuś wyjątkowemu: MOJEJ CÓRCE, KAROLINIE.

Za to, że jest najcudowniejszą córką na świecie, chociaż czasem wyrastają jej wstrętne różki. Za jej wielkie serce, wrażliwość i mądrość. I za to, że rozumie matematykę w przeciwieństwie do mnie i wcale się z tego powodu nie wywyższa. I za nieustającą inspirację.

Od autorki

Jestem dzieckiem grzechu. Grzechu zaniedbania w nauce do egzaminu ze zobowiązań na III roku prawa na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego.

Jestem dzieckiem owego grzechu, choć sama siebie wolę nazywać owocem miłości milicjanta i niedoszłej prawniczki.

Mama studiów nie skończyła, gdyż najpierw wolała seks od kolokwium (co jest w pełni zrozumiałe), a później wynikiem tego seksu byłam ja – bardzo absorbujące dziecko. Mój żywot byłby krótki, gdyby nie heroiczny czyn tatusia, który uratował mnie przed śmiercią z rąk mamy, mając na uwadze artykuł 148. kodeksu karnego. Darłam się tak głośno i tak długo, że mama uciekła się do próby usiłowania zabójstwa za pomocą poduszki.

Jako córka milicjanta całkiem zdrowa na umyśle być nie mogę i nie jestem. Jako nastolatka słuchałam Anny Jantar, Ireny Santor, nuciłam pod nosem Jerzego Połomskiego, gdy w tym samym czasie moi rówieśnicy słuchali Lady Pank, Oddziału Zamkniętego i Budki Suflera. I tak mi zostało do dziś.

Książki czytałam w takim tempie, że mama nie nadążała mi ich kupować. Gdy miałam lat 13, miałam już za sobą „Medaliony” Zofii Nałkowskiej oraz większość pozycji o holocauście.

Gdy już do końca utwierdziłam się w swojej nienormalności, postanowiłam postawić kropkę nad i, i zostać aktorką albo patologiem. Gdy odkryłam, że muszę posiąść wiedzę z zakresu biologii, chemii itp., porzuciłam nieprzemyślaną decyzję krojenia nieboszczyków i skupiłam się na aktorstwie. Tu stanął mi na drodze zgryz i zakończyłam karierę aktorską zanim zaczęłam o niej poważnie myśleć.

Okres sielanki trwał do matury. Później wyszłam za mąż. Do tej pory nie wróciłam. Monika Sawicka, de domo – Ubysz.

Na tym świecie pojawiłam się w Roku Pańskim 1972 w mieście Łodzi. Nieodrodna córka swoich rodziców – nie mają szans, żeby się mnie wyprzeć. Z wykształcenia i zamiłowania – dziennikarz. Z chorobliwej ambicji – absolwentka stosunków międzynarodowych, więc ustosunkowana jestem dobrze. Bo się ciężko zakochałam – żona przedsiębiorcy, czyli biznesłomen (biznes łomem).

Bo tak miało być – matka fantastycznej 12-latki.

Dlaczego piszę? Bo tylko pisanie dostarcza mi tlen do płuc. Bo dzięki temu mogę udawać, że jestem normalna. Drugą moją butlą z tlenem jest czytanie. Najchętniej wracam do jednej z najpiękniejszych opowieści o niezwykłej miłości, książki Williama Whartona „Spóźnieni kochankowie”.

Słucham Edith Piaf, Michała Bajora, Cohena, swingu, a wszystko to w wannie i w łóżku przy płonących świecach. Bacznie jednak pilnuję, by koty nie puściły z dymem mieszkania, więc moja przyjemność nie jest pełna. Filmy, który wprawiają mnie w zadumę to „Dom dusz” i „Życie jest piękne”.

Trzecia butla z tlenem, a właściwie wielka pompa wtłaczająca we mnie życie, to moja córka. I wcale nie mam jej za złe tego, że jest mądrzejsza ode mnie.

Student jaki jest – każdy widzi. Sawicka jaka jest – też każdy widzi. Z tym że jedni widzą więcej, a inni tylko to, co chcą zobaczyć. Niektórzy zaś nie widzą nic.

Wstęp

Zuzanna istnieje naprawdę. Znam ją bardzo dobrze i jest mi niezwykle bliska. I choć ona jedna jest bohaterką mojej powieści, kobiet takich jak Zuzia jest bardzo wiele. Statystycznie rzecz biorąc – 30%. Większość z nich milczy, zamiast wołać o pomoc. Większość z nich dźwiga w ciszy swój krzyż, ciesząc się każdą minutą wolną od krzyku, bólu i łez.

Zuzanna jest teraz w niezwykle trudnym momencie swojego życia – wybrała wolność i szacunek, choć także niepewność przyszłości. Zdecydowała jednak, że taka niepewność jest lepsza od siedzenia na beczce z prochem czy jechania z terrorystą w jednym wagonie metra.

Trzymam za nią mocno kciuki. Wierzę, że wyjdzie z doliny deszczu. Wymyślony jest tylko Wymyślonym, podobnie jak Wirtualny. Jednak większość opisanych tu sytuacji zdarzyła się naprawdę. Niekoniecznie jednej Zuzannie. Jednak większości zdarzeń nie opisałam z uwagi na ich drastyczność. Nie potrzeba nam więcej smutku. Tyle wystarczy.

„Na wzgórzu ciemnym i cielonym

Blizn żadnych nie postawia mgła,

Więc i na Tobie po mym ciele

Nie pozostanie żaden ślad”

Nie jestem Bridget Jones. Nie jestem nawet polską Bridget Jones. I choć nie jestem samotna, nadal mogą zeżreć mnie nie psy, lecz koty. Poza umiarkowaną sympatią do martini, nieumiarkowaną odwieczną walką z cellulitem i nadwagą oraz moją wypaczoną psychiką, nic więcej mnie nie łączy z roztargnioną, gapowatą i zakręconą jak słoik na zimę Brytyjką.

Nazywam się tak jak pies naszych sąsiadów, piękny, czarny, smukły (czego nie można powiedzieć o mnie) doberman, a także tak jak słynący z niebotycznej megalomanii korespondent telewizji – Polak z pochodzenia, Amerykanin z zasiedzenia, niejaki Kolonko Mariusz, w kręgach studenckich zwany Mas Mix Golonka. Maks. Nazywam się Maks. Już nawet zwalczyłam nawyk odwracania głowy za każdym razem, gdy sąsiad woła swego dobermana. Czasem na niego gwiżdże i bywało, że wołał, a zaraz potem gwizdał, a ja się odwracałam. Pół osiedla mogło zatem śmiało podejrzewać, że na Maks wystarczy zagwizdać jak na panienkę na Bulwarze Zachodzącego Słońca, a ona odwraca się ochoczo.

Teraz, gdy sąsiad woła swego psa, idę dzielnie przed siebie, niewzruszona jak głaz i w duchu gadam do siebie: „Bądź dzielna Maks, to nie ciebie wołają. Nie odwracaj się pod żadnym pozorem”. Kiedyś mnie zamkną za to gadanie.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)